środa, 2 marca 2011

Notatki, notatki, notatki...

Miałem ograniczyć się do komentarza na blogu Omleta, a dodatkowo wyszła ta notka. Skłoniła mnie do autorefleksji o tym, w jaki sposób prowadziłem notatki potrzebne do RPGowania.

Największe doświadczenia w tej dziedzinie mam w postaci prowadzenia informacji o postaciach którymi grałem, bowiem prowadziłem niewiele sesji.

Pierwsze sesje jakie grałem, to były kampanie w D&D 3.0 rozgrywane kilkadziesiąt metrów od mojego domu. Szybko zacząłem prowadzić osobny zeszycik na notatki (choćby BNi, nazwy lokacji, informacje w fabule). Przy okazji zacząłem co parę sesji "wymieniać" karty postaci na czyste (najczęściej co awans postaci). Już wtedy nie lubiłem często czyścić ołówkiem po karcie postaci, bo i tak wszystko rozmazywało się, a co jakiś czas gdzieś dziura powstawała; stąd pola typu "aktualne PW" dla mnie były (i są nadal) marnotrawstwem miejsca. Stąd chomikowałem kolejne "wersje" tej samej postaci. W trakcie doszło drzewko rodowe (ręcznie wyrysowane) do 6. pokolenia wstecz oraz osobna kartka A4 na ekwipunek. To drugie było pierwszym elementem "zdigitalizowanym", bowiem samą listę robiłem na komputerze, a wydrukowaną wykorzystywałem (w trakcie sesji nanosiłem poprawki). Oczywiście rysowałem podobizny postaci, jej miecza, plecaka etc. Oraz osobna rubryczka w notatniku na streszczenia dziejów każdej sesji.


Przez pierwszy rok grania w RPG nie ograniczałem się do jednej postaci. Pojawiły się kolejne kartki podaniowe z projektami nowych wynalazków (choćby szpony z mikrorurkami wytryskującymi kwas bądź łatwopalną substancję, tarczę z podpiętymi dwoma kuszami, magiczna kula będąca odpowiednikiem księgi czarów), rozpisek inwestycji oraz planów pięter budynku (niestety, niezrealizowane). Grając czarodziejem, przeznaczałem zeszyt A5 na "księgę czarów".

Trochę informacji na dysku twardym umieszczałem, ale raczej były to informacje nie do bezpośredniego wykorzystania (schematy rozwoju postaci, koncepcje optymalizacyjne). Nastąpiła od 2009 roku moja RPGowa posucha, podczas której zdecydowanie mocno przyssałem się do internetowych i hddowych metod katalogowania informacji o postaciach (sesje forumowe). Google Docs stało się moim głównym narzędziem do przechowywania kart postaci (a później wszelkich informacji fabularnych). Na tyle dobrym, że po nagłych nieodwracalnych awariach komputera, nie traciłem wszystkich przydatnych informacji. Choć wszelką działalność pozasesyjną wciąż zapisywałem na dysk twardy...

Dopiero w trakcie sesji RPG w Wolsunga spostrzegłem, że poza specjalnie przygotowanym (i "leżakowanym" przez co najmniej rok) skoroszytem, nie stosuję żadnych innych papierów niż karta postaci. Nawyk wymieniania kart (oraz ich kolekcjonowania pozostał), lecz nawet skoroszyt nie posiadał istotnych informacji poza spisem zaledwie kilkunastu nazwisk BNów oraz składanych modyfikatorów do każdej modyfikacji gdzieś na wewnętrznej okładce (na szczęście nie musiałem tam zaglądać w trakcie rozgrywki). Ponad tysiąckrotnie więcej zapisałem o BG na sesyjnym Wiki. Nie odczuwam potrzeby spisywania tak drobiazgowo informacji o postaci, a to co literuję nadaje się bardziej dla publiki (fabularia, notatki z dziennika postaci) aniżeli do chomikowania w szufladzie.

Może to moje przyzwyczajenia przesunęły się ku "otwartości wobec ludzi", więc bardziej interesuje mnie pisanie informacji potencjalnie ciekawych dla drugiej osoby? Może już znużyło mnie ruszanie nadgarstkiem i manipulowanie węglem wetkniętym w drewno po sprasowanej celulozie i ścierze drzewnym? Albo po prostu konwencja i specyfika Wolsunga wręcz spala wszelkie pomysły związane z "księgowością", którą jednak wykonywałem w ramach innych sesji niż wolsungowe? Przecież nie ma żadnego większego znaczenia, czy rozpiszę posiadłość swojej postaci, nazbieram tam stos ulubionych broni i eliksirów "na czarną godzinę" bądź rozpiszę właśnie zakładany interes. Chyba brakuje mi pewnej dozy... symulacjonizmu? Sandboxa?

Oczywiście karty postaci oraz jej fabularnia (opis, historia, etc.) nawet z sesji bezpośredniej* trzymam na Google Docs. Tak na wszelki wypadek oraz dla wygody przedstawienia ich jakiemuś graczowi przez internet. Przez te parę lat wzbogaciłem się o nowe medium. Nie wiem jednak, czy gdybym zaczął grać w D&D/WFRP/dowolny system dopuszczający księgowość choćby w minimalnym stopniu, to wróciłbym do zapisywania szczególnych zestawień na kartce papieru...

* - bo określenie "sesja na żywo" może obejmować także sesję przez Skype (przecież rozmawiają ze sobą na żywo?).

1 komentarz:

  1. Postanowiłem kontynuować ten międzyblogowy wątek i również napisać wpis na temat notatek. Linkuję w nim do Twojej notki i odnoszę się do jej treści, zapraszam zatem do przeczytania.

    http://k20.radio404.pl/?p=286

    Pozdrawiam,
    Darcane

    OdpowiedzUsuń