poniedziałek, 17 marca 2014

Polska Hejtująca Kostki

Ostatnio przez fandom fantastyczny przetacza się gównoburza o pewną reklamę od Q-Workshop i organizatorów Pyrkonu. Ten mój wpis nie jest kolejną opinią na temat rzeczonej reklamy, roli kobiet w fandomie i tym podobne. Moje zdanie na temat reklamy w formacie TL;DR brzmi: "Twórcy reklamy nie mieli pomysłu na treść oraz na sposoby jej realizacji".

Moja wypowiedź jest o celebryctwie fandomowym jaki się nakręca wokół tej gównoburzy. Coraz więcej osób wypowiada się na ten temat głównie po to, aby skorzystać na wywołanym hype i wypromować swoje osoby i blogaski (tudzież podtrzymać status bycia znanym). Wypowiedzi które nic albo niewiele wnoszą do tematu, w najlepszym wypadku stanowią krzyk i tupanie nóżką w formie pisanej.

To nie jest nowe zjawisko. Sam miejscami dawałem się temu ponieść i pisać w reakcji na jakieś wydarzenia (niektóre wpisy do Karnawału Blogowego, Rynek ErPeGie), kilkukrotnie stosowałem prowokacyjne tytuły notek blogowych. Co do przykładów spoza bloga, "legendarnym" są ilustracje "promujące" teksty z Inspiracji RPG... Idealnie pasujące do gównoburzy pyrkonowej.

Nie bez przyczyny nie produkuję 8-10 tekstów miesięcznie na bloga - coraz częściej staram się wdrażać zasadę "Nie wiem, więc nie wypowiem się", pula pomysłów i zebranej wiedzy została przeze mnie wykorzystana wcześniej. Okazuje się, że w fandomie triumfuje postawa "nie mam pomysłu na bloga, więc powiem co myślę o reklamie Pyrkonu".

Właśnie macie okazję zaobserwować jak wiele osób nie popełniłoby jakiejkolwiek (potencjalnie ciekawej) notki blogowej, gdyby nie rzeczona reklama. Jak bardzo ludzi ciśnie, aby coś napisać, aby podtrzymać status aktywnego bloga i bycia aktywnym uczestnikiem życia internetowego (Zwój ze Skelos, Błękitny Świt). Jak bardzo ludzie szukają tematu, aby zaistnieć bez konieczności zdobywania minimum informacji innej niż ich własne zdanie (Sakwan, Nerdkobieta, poGrywam Sobie, GeekFreak), ilu powrotów byliśmy świadkiem (Jano). Jak bardzo... 

...te notki tworzą sztuczny szum, z którego nic nie wyniknie poza łzawymi rezygnacjami k6 osób z festiwalu fantastyki o nazwie Pyrkon. Wylewanie frustracji, a może sztuczne emocje celem zaistnienia w Internecie?

Rzeczywistym celem publikacji reklamy przez organizatorów Pyrkonu oraz ludzi z Q-Workshop było nakręcenie jak największego szumu wokół festiwalu fantastyki. Mission accomplished. Ci co hejtowali i komentowali tę reklamę, pomogli i to bardzo. Darmowa reklama, o jakiej nawet nie marzyli. Zrezygnuje te k6 osób z konwentu, dzięki hype'owi przybędzie dodatkowe 100k6. To, że niestety przypadkiem wykrzesali iskrę na lont prowadzący do beczki prochu, to inna sprawa. Do tego celebryci fandomowi i pretendenci do tego szczytnego miana produkują kolejne baryłki prochu do zdetonowania.

Jeśli w tym momencie ktoś generuje negatywny PR, to właśnie ów celebryci, a nie twórcy reklamy.

Walić PR, chodzi tu o to, aby wreszcie kilku geeków zaistniało w sieci, poczuli się ważni, poczuli się jak pionierzy Dziennikarstwa Obywatelskiego w fandomie fantastyki. To chodzi o to, aby kilku zgredów dalej szlifowało swój nimb weteraństwa fandomowego, bo przecież "trzeba się wypowiedzieć". Z drugiej strony więc, Q-Workshop i orgowie Pyrkonu dostarczyli niepowtarzalną okazję na pięć minut dla wielu.

Czekam na kanał na YT będący podróbką Jerry Springer TV, lecz w odmianie okołofandomowej. Prawie jak Kotek Pijący Mleko.

von Mansfeld

PS: Moim wyłącznym celem napisania tego tekstu jest przeczytanie reakcji na ten wpis. Nie zmienia on w żaden sposób moich planów publikacyjnych bloga na najbliższe tygodnie mimo, iż jest to tanie celebryctwo. Tak, wypowiadam się, bo Pyrkon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz