niedziela, 4 października 2015

Mądrości z PiPZwRPG #2

Warhammer Fantasy Role Play to temat który w Polsce wraca ja bumerang, niezmiennie od 1994 roku. Dla wielu WFRP to "opus magnum RPG", dla innych brzemię ściągające polskie erpegie w dół. Dla mnie: gra która kiedyś była fajna, lecz jak wiele innych produktów - kiedyś WFRP musiało się skończyć.

Tym razem bardzo krótka notka, z przykładem uwielbienia dla ukochanego systemu WFRP. Bo wiecie, plotki mówią iż podobno trzeba zagrać w WFRP, aby zacząć przygodę z erpegie.


Najpierw obiektywne parę zdań z historii RPG: 
  • Pierwsza gra uznawana za RPG (pomijam Chainmail): Original Dungeons & Dragons - 1974
  • Gry wydane w 1975 roku (dla przykładu): Boot Hill, Empire of the Petal Throne, En Garde!, Tunnels & Trolls (tak ogólnie, polecam)
  • Wydanie pierwszej edycji WFRP - 1986
Dwanaście lat pomiędzy OD&D a WFRP to kawałek czasu (obecnie to niespełna 30% historii hobby), w trakcie którego wydano mnóstwo ciekawych i fajnych erpegów. Pomijam fakt, iż obecnie d100 nie jest wybitnie popularne na Zachodzie (poza kolejnymi wydaniami BRP i CoC), po następnych 29 latach wydano wiele udanych "systemów-pretendentów do miana intuicyjnych".

Teraz trochę subiektywizmów...

Kiedy czytam takie "mądrości" jak w przedstawionej ilustracji, zawsze zastanawiam się czy ich autor zagrał w coś więcej niż Warhammera. Serio, czasami rzeczywiście rozeznanie i wiedza autorów tychże peanów o WFRP nie wykracza poza ich ukochaną jedną czy dwie pierwsze edycje. A nawet jeśli w danym przypadku mylę się, to i tak okazuje się że autor wypocin grał wyłącznie w mainstreamowe erpegi; w które - poza może OS/OSR i części gier ze sztandaru d20 - gra się bardzo podobnie, jesli nie wręcz "identycznie" (wyjątek to "GM decides").

Nie zrozumcie mnie źle: biorę pod uwagę efekt Dunninga-Krugera. Nowy kandydat na erpegowca przychodzący na pierwszą sesję RPG od razu dostaje zalew informacji iż "tak wygląda RPG w ogólności" (a nie np.: "tak się gra w Warhammera"), dlatego po zagraniu w 3-5 erpegów oraz po co najmniej kilkunastu latach grania hobbysta może mieć wrażenie, iż ogarnął temat erpegowego hobby w całości. Błąd poznawczy rozpowszechniany przez kolejne pokolenia erpegowców.

Ostatnie zdanie z ilustracji (przed pozdrowieniami) potwierdza moje przypuszczenia. Ktoś to nie grał w WFRP = nie jest erpegowcem. Deal With It, wigwamówki grające w planszówki z seks ruchami* ;-)

* - mam nadzieję iż odczytaliście to jako żart.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz