czwartek, 19 marca 2015

Nijakie Sesje

Przypuszczam iż każdy grał (albo prędzej czy później zagra) w tego typu sesje. Albo nawet w kilka, albo całe mnóstwo. Kampanie składające się z sesji bez jednoznacznej struktury, sposobu rozgrywania cyklicznej rozgrywki. Takie "kampanie we wszystko co się nawinie", "w żywy świat". Gdzie wszystko jest wszystkiego "po trochu" - trochę walk, trochę czystego odgrywania, trochę śledztwa, trochę interakcji ze światem, trochę przygód niebojowych, nierzadko także trochę nudy...

Oczywiście nie mylić z sandboxem (rozgrywka polegająca na otwartej eksploracji świata przedstawionego) ani też z modułem w którym mamy postawione zadania, cele i przeszkody na ich drodze. Mowa tu o tradycyjnych sesjach "we wszystko co się nawinie".

Nijaki typ sesji - Nijakie Sesje. Właściwie to powinienem użyć określenia "Sesja w Cokolwiek". Ten oto dość powszechny (przynajmniej moim zdaniem) twór sesyjny charakteryzuje się:
  • Walki wprowadzane są nieregularnie, "kiedy sytuacja sama z siebie wyniknie". Może zdarzyć się sesja z więcej niż jedną sceną walki, lecz definitywnie nie stanowią one celu gry. Najczęściej dochodzi do starć zbrojnych, kiedy ktoś na kogoś napada albo komuś puszczają nerwy. Albo kiedy to przewidziane w scenariuszu MG.
  • Praktycznie nie istnieje jednolita struktura sesji ani kampanii, poza przepychanymi przez MG "wątkami fabularnymi". Ponownie, nie jest to jednak gra w przejście modułu, konkretnego scenariusza. Motyw fabularny jest tutaj niekończącą się ścieżką o mglistej perspektywie, a nie odcinkiem od A do Z, z początkiem i końcem, celem misji.
  • "Kampanie we wszystko" - gracze mają spodziewać się możliwie każdego rodzaju sytuacji, ponieważ sam MG nie zawsze wie jak to wyjdzie wszystko w praniu, nie określił "w co się gra", jedynie ma własną wizję do przeforsowania. Jedynym celem rozgrywania kampanii jest zabawa w to, co wpadnie w ferworze wspólnego gadania do siebie. GM Fiat vs Player's Reactions.
  • Tendencja do "przerabiania" mainstreamowych gier o konkretnej strukturze (np.: D&D 3rd poprzez wywalenie struktury encounterów i skarbów), ewentualnie uczynienie z nich "Erpega Do Wszystkich Sesji". Uczetniczy grają w erpega "po swojemu" nawet, jeśli okazuje się że graj wbrew jego założeniu i najzwyczajniej męczą się z danym produktem.
  • Tendencja do rozgrywania kampanii jak najdłużej jak tylko się da, epopeje po 50, 100 i więcej sesji w cenie. Właściwie to "wieczne" kampanie trwające do Total Party Kill, tudzież rozpadu ekipy.
  • Z perspektywy Bohatera Gracza, kampania oraz sesje wchodzące jej skład są o życiu Bohatera Gracza, nie tylko tym bohaterskim. Niezależnie od istniejących reguł gry w danym erpegu, rozgrywka kłdzie średni albo większy nacisk na niemal całą otoczkę fluffową postaci. "Sesje w życie".
  • Niekonfrontacyjny sposób gry graczy. To trudno dostrzec w trakcie Nijakiej Sesji, łatwiej podczas gry w grę o specyficznej strukturze własnej (np.: Wolsung). Jak choćby takie kombinowanie z poczynaniami bohatera, aby przykładowo uniknąć walki/konfrontacji, rozwiązać problem za pomocą jednej z frakcji świata przedstawionego. Próba pozyskania zasobów i poprawienia sytuacji "poza systemem", często silnie osadzona w fikcji.
  • Relacje między postaciami graczy nie są predefiniowane nadrzędnie przez graczy, a przez żywioł odgrywania wsparty "bo tak zrobiłaby moja postać". Nie ma ustaleń czy PvP między graczami jest dozwolone czy nie. Nie ma zgrania drużynowego, chyba że gracze sami się dopasują w żywiole odgrywania swoich The Chosen One. Drużyny pełne indywidualistów, "każdy sobie rzepkę skrobie".
Dlaczego tego typu sesje nazwałem "nijakimi"?  Powierzchownie, albo z perspektywy jednej czy zaledwie kilku sesji, takie kampanie nie charakteryzują się niczym ciekawym poza siłą odgrywania bohaterów przez graczy połączona z mocą fabuło-aktorską MG (albo na odwrót). Przede wszystkim, Nijakie Kampanie - ani sposób w jaki wykorzystują konkretne erpegi - nie są ciekawe ani pod względem struktury, ani tematyki. Właściwie to ludzie przychodzą na nie głównie dla towarzystwa, dla kunsztu prowadzącego grę oraz nadania swojemu bohaterowi statusu Mary Sue. Albo grają, ponieważ chcą grać w erpegi za wszelką cenę.

Spora część dotąd rozegranych przeze mnie sesji między innymi wyglądała jak opisywałem wyżej. Jakaś porcja z nich charakteryzowała się delikatnym marazmem wynikającym z tego, iż właśnie uczestnicy utknęłi w jakimś "punkcie fabuły" i niekoniecznie produktywnie kombinowali co zrobić, a jeśli coś robili swoimi postaciami, to z dużą dozą ostrożnosci i (prze)kombinowania. To sesje, gdzie ludzie całe godziny siedzą nad planem działania, zagadką, pułapką, zakupami w mieście. To kampanie, w których przez 1-2 sesje pod rząd może dużo się dziać, zaś przez następne cztery praktycznie nic.

To sesje, w których tak naprawdę "każdy gra we własną grę", nawet nie próbując dojść do kompromisu z pozostałymi uczestnikami, w co mają wspólnie grać przy stole.

 photo (1) by: terrible2z, CC BY-NC-SA 2.0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz