Mouse Guard od kilku lat leżał na granicy moich zainteresowań erpegowych. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby kiedyś w to pograć, lecz nie miałem okazji do zagrania jako gracz. A prowadzenie? Miałem wrażenie, iż sugerowany w podręczniku styl prowadzenia zupełnie nie będzie mi leżał. Świat z komiksu także jest "hit or miss": albo złapiesz bakcyla na urocze myszki w nieuroczym dzikim świecie, albo nie.
Nadchodzące polskie tłumaczenie drugiej edycji Mouse Guard skłoniło mnie do tego, aby w końcu jednak wypróbować tę grę. Aby mieć o czym rozmawiać w dyskusjach zaraz po oficjalnym wydaniu polskiej wersji. Aby nadrobić swoje zaległości (do tej pory grałem tylko w BW i Torchbearera, spośród gier Luke'a Crane).
W rezultacie, poprowadziłem pięć sesji w ramach minikampanii. Planowałem na 6-8 sesji, wyszło inaczej. Nie zamierzam jednak uwzględniać "czynnika graczy" w tym tekście. Piszę o tym, jak mi się prowadziło Mouse Guard 2nd.
W rezultacie, poprowadziłem pięć sesji w ramach minikampanii. Planowałem na 6-8 sesji, wyszło inaczej. Nie zamierzam jednak uwzględniać "czynnika graczy" w tym tekście. Piszę o tym, jak mi się prowadziło Mouse Guard 2nd.







