To jak rozwija się bohater, zwłaszcza jeśli za pomocą tzw. "punktów doświadczenia" - zarabianych w trakcie sesji albo po sesji - bardzo wiele nam mówi o tym jak autor gry oczekuje abyśmy grali. To właśnie wtedy najczęściej gracze widzą czarno na białym za jakie rzeczy są nagradzani, a za jakie nie. Pedeki to taka marchewka...
Wkurzało mnie to jak podchodziłem do kampanii w Afterbomb: Madness, a tam Rafał Olszak po prostu podawał pulę "od 50 do 500 PD za sesję" do dyspozycji widzimisia prowadzącego. Albowiem prowadziłem coś co przypominało sandboxa, musiałem ustalić własne sposoby zdobywania punktów doświadczenia. Albo inny przykład: w pierwszych dwóch edycjach Warhammera rozdawanie pedeków także są w dużej mierze uznaniowe, gdzie nabrało to kuriozum w postaci "trzech opcjonalnych metod" (każda stosowana zamiast pozostałych dwóch) i weź tu jako prowadzący zdecyduj się...
Coś takiego wkurza mnie w każdym erpegu, który szasta jakimś przedziałem expa i mówi "niech MG wyczuje ile trzeba". To lenistwo, czyste lenistwo, zwalanie obowiązku zdefiniowania o czym tak naprawdę jest gra na osobę prowadzącą sesję. Niektórzy to lubią...
Miało być o punktach doświadczenia, pozytywnie, prawda? Podam przykłady gier w których to zostało zrobione lepiej niż w Afterbombie, abstrahując od samych niuansów wykonania gry (gry of Fria Ligan, hm, hmm).




