sobota, 22 lutego 2014

Grałem na ZjAvie 5

Spóźniony wpis, konwent odbył się aż tydzień temu. Nie jest to jednak relacja z konwentu, a z tego, jak mi się grało na ZjAvie 5, która odbyła się 15-16 lutego w Warszawie. Zbiór spostrzeżeń, z jednej części tekstu wyszedł mini-raport z sesji. Słowa-klucze: Wolsung 1.5, Fiasco, prelekcja której nie było.

Wyprzedzając konkluzję tego tekstu: przybyłem na konwent z nastawieniem iż przynajmniej rozegram parę sesji, w tym jedną własną. Wróciłem z chęcią powrotu do regularnego grania sesji RPG.

Moje granie oraz rozwijanie swojego hobby jakim jest RPG na ZjAvie, ująłem w trzech punktach:
  • Poprowadzenie sesji w Wolsunga 1.5, "Lód dla zuchwałych".
  • Pojawiła się perspektywa zagrania we Fiasco w sektorze Orient Expressu.
  • Poprowadzenie prelekcji "Powergaming a munchkinizm".
Teoretycznie powinienem oceniać granie na konwencie kiepsko, ponieważ ani razu nie zawitałem na Games Room celem zagrania. Z drugiej strony, na prelekcjach także nie bywałem (zaledwie dwie, nie licząc własnej), po prostu nie odczułem większej potrzeby siedzenia w GR. 

Lód dla zuchwałych


Do ostatniego momentu ważyło się to, czy poprowadzę tę sesję, czy - ponieważ zgłosiło się zaledwie dwóch graczy (limit dolny - trzy) - odwołać atrakcję i zawędrować do OE celem zagrania we Fiasco. Na szczęście przybyła dodatkowa dwójka graczy i czterech (potem w piątkę przez pierwszą godzinę sesji, gdyż ten piąty musiał w środku sesji biec ku gżdaczowaniu) kandydatów na Damy i Dżentelmenów postanowiło zaryzykować sesji z Mansfeldem.

Dzięki doświadczeniom z poprzednich sesji konwentowych, udało mi się uniknąć nudnego rozciągniętego na godziny prepu i w pół godziny zmieścić wszystko - od wprowadzenia w Wolsunga (setting, konwencja, założenia gry, zasady gry włącznie z detalami jak karty, żetony i osiągnięcia), po ustalenie kto kim gra. Nie ukrywam, iż przygotowałem gotowe karty postaci i po prostu gracze wybrali je, mi zostało omówić co każda postać potrafi (niestety, mój styl pisma jest do poprawy). Gracze mieli wybór - własne postacie (potencjalnie dostosowane do 1.5), gotowe postacie, byłbym skłonny jednej czy dwóm osobom zrobić postać od zera, jeśli te osoby znałyby wcześniej Wolsunga albo były naprawdę zdeterminowane zagrać czymś swoim.

Uczestnicy. Czwórka plus piąty gżdacz, najprawdopodobniej jedyny doświadczony (ograny?) gracz, nie zapytałem się o jego granie w Wolsunga i inne erpegi. Co do tej czwórki, dwaj panowie, dwie panie. Trzech nieznających dotąd Wolsunga, czwarta osoba już kiedyś grała w Wolsunga (drugi system ever, pierwszy to D&D 4th) i nawet przybyła z własnym podręcznikiem do edycji 1.5.

Sama przygoda była czymś w rodzaju "macie przejść do konkretnego punktu (albo prędzej czy później punkt przyjdzie do miasta), ale sami wybierżcie sobie peron i lokomotowę, sami uruchomcie tabor kolejowy". Wychodzę z założenia, iż na sesjach konwentowych lepiej uważać ze 100% sandboxami w wolność i obowiązek proaktywności graczy, szczególnie że Wolsung nie wspiera czegoś takiego. Poza tym, wolałem na wszelki wypadek przygotować się na to, iż gracze mogli być przyzwyczajeni do gry biernej, reaktywnej.

Na szczęście, gracze de facto stworzyli sobie sami "trakcję kolejową" oraz "lokomotywę", po której wybrali się w określone w przygodzie miejsce. I o to chodziło - aby gracze po swojemu przeprowadzili śledztwo. Już w pierwszej scenie najpierw (dzięki mocy Kontroli Maszyn) technomag na odległość wykrył iż z golemem anonsującym questa od burmistrza jest coś nie tak, potem alfheimski oficer bez skandalu zdezaktywował golema (zaspa śniegu, jakaś mocna zagrana karta) i w pustym przedziale wagonu, skrycie zbadano tego golema-sekretarkę. Technomag miał tyle podbić w teście Techniki, iż zostałem skłoniony do wyjaśnienia całego Evil Master Plan zawartego w programie golema - dalej sesja potoczyła się sama.

O czym była sesja w ogóle? Pewien gnom technomag postanowił dać nauczkę zaściankowemu miasteczku Zamorze i dzięki starożytnej machinie w ruinach w pobliskich górach, wywołał zamieć śnieżną w mieście i okolicach. Sesja była śledztwem mąjącym na celu znaleźć winnego, dostac się do niego i w jakiś sposób zapobiec "katastrofie pogodowej" miasta. Po etapie śledztwa (testy zwykle i przeciwstawne - konfrontacje przewidywane tylko w przypadku forsowania jakiegoś konflikty za inicjatywą graczy) gracze najpierw poznali nowy element Wolsunga 1.5 - czyli Spektakularne Wyzwanie (pseudokonfrontacja, potencjalnie suplement konfrontacji, nie w tym przypadku) w związku z lawiną śnieżną, a potem rozegrali finałową konfrontację społecznąw środku siedziby Antagonisty. 

Sesja trwała 2,5 godziny, gracze byli zadowoleni. Brzmi jak truizm, ale faktycznie wciągnęli się w sesję, a w finale sesji niemal wszyscy byli aktywnie zaangażowani. W sumie, udało im się oswoić z mechaniką konfrontacji w Wolsungu (spektakularne wyzwanie było pseudokonfrontacją). Spośród wniosków, nie bez powodu Spektakularne Wyzwania domyslnie są zaprezentowane w Wolsungu 1.5 jako dodatek do konfrontacji - same z siebie jako scena wyglądają jak ubogie rodzeństwo konfrontacji i uczestnicy również spostrzegli, iż ten element nienajlepiej wygląda ogołocony z konfrontacji. Ktoś z zewnątrz mógłby się przyczepić braku Wolsungowej Trójcy - czyli wszystkich rodzajów konfrontacji. Graczom jednak odpowiadał taki a nie inny koniec sesji, mimo mojej sugestii iż jeszcze są żetony na ostatnią scenę w mieście.

Fiasco, czyli fiasko z byciem rockmanem


Okolice godziny 0:00 z soboty na niedzielę, piątka uczestników. Playset Rockstar.
Podczas ustawiania postaci oraz pozostałych abstraktów okazało się, że żadna z postaci graczy nie jest członkiem zespołu rockowego, zaledwie jeden gość jest dźwiękowcem, dwójka to roadies, pozostali to diler narkotykowy i ćpun który założył się z nim iż jeśli prześpi się z maskotką zespołu, to będzie mieć towar do końca życia.

Nie będe opisywać przebiegu tej 1,5 godzinnej sesji, musiałbym permanentnie wprowadzić ograniczenia wiekowe na bloga. Delikatnie ujmując, sesja była wokół maskotki punkrockowego zespołu (czyli niedźwiedzia grizzly), która w wyniku konsekwencji ze sceny pierwszej uciekła z klatki i trzeba było ją odnaleźć po mieście. Jak wiadomo, skończyło się jednym wielkim fiaskiem, rozbitymi samochodami, zmarnowanym towarem, czterowarstwową dwugatunkową "kanapką".

Ta sesja była jedną wielką głupawką sesyjną. To jedna z tych sesji, o których się nie opowiada ze względu na jej głupawkową zawartość.

Porównując tę sesję z poprzednimi rozegranymi dwoma (w roku poprzednim), zauważyłem jedną rzecz. W tej ZjAvowej sesji ustawianie i odgrywanie scen niekiedy ograniczało się do jednego czy dwóch zdań złożonych opisujących co bohaterowie robią, dalej było rozstrzyganie co z bohaterem się stało. Te dwie poprzednie Fiasca jednak zawierały trochę dłuższe dialogi między bohaterami, z których to potem wynikały perypetie. Stad też tamte dwie sesje trwały 2.5 godziny każda, uwzględniając dokładne omawianie po raz pierwszy struktury Fiasco. Tamta zwięzła forma wypadła dobrze, przez te 1.5 godziny byliśmy bardzo mocno zaangażowani w sesję, mimo sennej części doby.

Uświadomiłem sobie, iż we wszystkich scenach to gracz w kolejce ustalał sceny, a reszta je rozstrzygała. Nie było na tej sesji sytuacji odwrotnej - kiedy to gracz rozstrzygał to, co mu reszta wymyśliła.

Trzecie Fascio w życiu, dopiero na tym trzecim skończyłem sesję z negatywnym Aftermath. Czarna Śiódemka, ale zawsze to coś negatywnego. Wcześniej - zakończenie neutralne (białe) i pozytywna czerń.

200. sesja w życiu.

Powergaming i munchkinizm którego nie było


Punkt programu, co do którego przygotowywałem się więcej i lepiej aniżeli do sesji w Wolsunga. Ogólnie miałem poczucie, iż pod względem prezencji wypadłbym lepiej od poprzednich dwóch prelekcji w życiu (jakaś o Wolsungu z kolegą na Avangardzie parę lat temu, "Graj mechaniką" na ostatniej Avangardzie przed Polconem). Co więcej, ta prelekcja zawierała więcej niż treść z bloga, w tym poruszała problemy erpegowe wokół tematu. Ale co z tego, skoro...

Były dwie rzeczy, zła i dobra (pocieszająca).

... (Zła) prelekcja nie odbyła się z powodu braku ludzi z którymi podzieliłbym się swoimi spostrzeżeniami. Godzina 20-sta, chyba pora bufetowa, poza tym rzeczywiście temat trochę niszowy jak na RPG. Nawet nie znalazł się ktoś kto by mi wytknął, iż moje RPG jest złe. (Dobra) Pojawiła się jedna osoba, z którą udało mi się w sposob wyczerpujący omówić temat i wobec tego przynajmniej mam poczucie iż przygotowania nie poszły na marne. Jednak jedna osoba, a co najmniej kilka, to jest różnica. Podobno na sesję nie udało się dotrzeć nawet dwóm osobom z Manufaktury Gier Fabularnych.

Wątpię, abym kiedykolwiek zdecydował się na poprowadzenie prelekcji - może jak znowu się zapomnę, albo jak wiele lat później zechce mi się promowac jakąś swoją autorkę. Narobisz się a i tak orgowie ześlą twoją prelkę na godziny najpóźniejsze. Nie obwiniam kogokolwiek - po prostu można zorganizować lepszą atrakcję na konwent od prelekcji :-) Na przykład: sesję RPG.


Konkluzja, czyli Mansfeld can into RPG


Ze ZjAvy wyszedłem z chęcią poprowadzenia czegoś. W końcu udało mi się wewnętrznie przekonać, aby zacząć prowadzić TSoYa, właśnie od 1 marca zamierzam tego dokonać na warszawskim RPG Instant, celem poprowadzenia przynajmniej kilkusesyjnej przygody. Jako uzbrojenie numer dwa, po TSoYu mam w planach jakąś kampanię w Wolsunga 1.5.

Dopiero jesienią tego roku, rozegranie i ukończenie kampanii w Iron Kingdoms (jako gracz) oddaliło ode mnie poczucie niechęcia do RPG jako takiego. Teraz jakby nabrałem przekonania, aby kontynuować granie w formule DIY, czyli poprowadź w to, w co chcesz zagrać. Może się sparzę, może nie, najzwyczajniej potrzebowałem odpoczynku (i tych paru sesji w D&D 4th oraz IK w międzyczasie) odkąd pod koniec kwietnia '13 zrezygnowałem z regularnego grania w erpegi.

Wstępnie mam plan poprowadzić dwie sesje na najbliższej Avangardzie. Na razie wiem jedynie tyle, iż pierwsza to "raczej Wolsung 1.5", ale co do drugiej to nadal szukam odpowiedniej gry...

von Mansfeld

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz