niedziela, 10 kwietnia 2011

Wolsung na służbie #16 - Partia do partii, a uzbiera się wojenka...

Trzecia kampania wolsungowa nie ustaje. Tym razem w gronie pięciu osób, w tym jednej która doszła dopiero po godzinie od umówionego czasu (akurat na początek pierwszej konfrontacji). Przez ostatnie 2-3 sesje nie ma tylu niespodzianek przed sesyjnych, że trudno mi coś pisać przed samą relacją z sesji. No dobra, pewien powtarzalny fakt już jest: od jakiegoś czasu Tymbark "sponsoruje" nasze sesje (napoje z logiem Tymbark popijane na sesji). To jednak nie kryptoreklama, tylko przyzwyczajenie. Co tu się dziwić: kolejna sesja RPG z rodzaju "politycznych", gdzie konfrontacje są tylko integralnym i ważnym dodatkiem do akcji.

Główni Bohaterowie:
Michał "Laveris de Navarro": Miguel Guillermo Bolivar de Melilla (człowiek, Koriolczyk, Ryzykant/Dziennikarz)
Jacek "Cooperator Veritatis": Kinnon Cathal (niziołek-leprechaun, Avalończyk, Salonowiec/Oficer) + 5 statystów
(Drugi) Michał: Friedrich Dachmann (człowiek, Wotańczyk, Śledczy/Naukowiec)
Piotr: Wasyl Andriejewicz Dołgorukij (troll, Morgowijczyk, Salonowiec/Arystokrata).

Akcja sesji zaczęła się po napotkaniu Dołgorukija zmierzającego do saloonu po bijatyce oraz przyjściu całej grupy do najbliższej tawerny (jednak będącej blisko banku), która okazała się speluną pełną ogrów i trolli. Kinnon zamierzał zadbać o zakwaterowanie swojej świty przybocznej, dopiero po pewnych negocjacjach udało mu się wygarnąć coś lepszego niż komórka na drewno. W międzyczasie Wasyl palnął coś głupiego do trollicy-karczmarki, a propos bronienia się przed tym, że jest bogaty. Wyszła z tego słowna bijatyka, a zgromadzeni w lokalu chcieli "oskubać" Dżentelmenów. Miguel za pomocą "magii" swojego aparatu oraz zrobionych wcześniej zdjęć ogrów przekonał przygupiego ogra będącego jednym z ochroniarzy pani karczmarz. Posłaniec właścicielki przybytku - niziołek Zenek - również został przekonany, że lepiej dla lokalu będzie zostawić BG w spokoju. Trollica była pewniejsza siebie. Niewiele robiła sobie z argumentów drużynowego Trolla odnośnie politycznego znaczenia tego incydentu, niemniej Avalończyk po prostu poinformował o tym, co stało się z poprzednim saloonem, w którym Dżentelmeni byli. Perspektywa zdemolowania lokalu utemperowała panią karczmarz.

Za zapleczem, Cathal wraz ze swoimi towarzyszami pomówił z przedstawicielką "rasy szaleńców" o tym, jakie mają wtyki w mieście i partiach. Bohaterom zapewniono w miarę bezpieczny - od oczu spoza lokalu - pobyt oraz informacje za tydzień. Wszystko sprowadzało się do tego, by Dżentelmeni poznali partie polityczne samemu. W międzyczasie de Melilla popracował trochę nad kolejnym króciutkim artykułem (oraz informacjami do bardzo odległej w przyszłości książki). Efekt przeszedł samego autora: kilka godzin później wytargował tyle, że jego aktualny stan finansowy wzrósł wyraźnie [Bogactwo 1].

Na pierwszy ogień poszła rozmowa z prezesem Porządku i Sprawiedliwości, Kazimierzem Indykiem (i jego bratem, Józefem), gnomem znanym także z upodobania do głaskania swojego czarnego kota. Bohaterowie usłyszeli zlecenie wspierania partii poprzez "wykorzystywanie swojego autorytetu" w Los Santos i na prowincji. Niecałą godzinę czasu po rozmowie, Miguel spędził z przewodniczącym tejże partii na wywiad (pomocny do jego książki). Wieczorem Kinnon przekradł się przez dzielnice miasta do siedziby Ligi Obywatelskiej, zaś reszta drużyny przeszła znanymi ulicami do siedziby Wolnego Stronnictwa Ludowego. O ile Avalończyk natrafił na przyzwoicie zachowujące się towarzystwo (i osobę prezesa Mike'a Searsa), to pozostali Dżentelmeni natknęli się na spitych do cna partyjnych. Dopiero po ocuceniu wiadrem zimnej wody przewodniczącego Waltera Smithona, dało się porozmawiać o zaproszeniu wysłanego bohaterom od WSLu.

Wnioski z rozmów nasunęły się same: Wolne Stronnictwo Ludowe było zbyt zajęte pielęgnowaniem elektoratu miłośników etanolu, wszystkie inne partie chciały uzyskać Roka od Dachmanna oraz prowadzić wojnę z Alfheimem (jak najprędzej lub niepośpiesznie). Poza LO, wszyscy zgodnie rzucili kiełbasę obietniczą w sprawie winlandzkiej "Alaski", konkretnie: nadanie jej Morgowii w zamian za wygraną w nadchodzących wyborach. Wasylowi została poranna wizyta w ambasadzie, skąd zyskał listę pięciu magów różnych profesji jako możliwych kontaktów w sprawie westryjskiego złota (co jest na razie celem BG w kampanii). Do żadnego z nich ostatecznie bohaterowie nie udali się. Po drodze Miguel zawarł kontrakt z rednaczem "Free Times", na mocy którego zarobić ma 100 dolarów w tygodniu, jeśli złoży co najmniej jeden artykuł co 7 dni.

Kwestią do rozważenia była propozycja rozmowy z obecnym zarządcą Ligi Wolnych Hrabstw, Benem Tailorem, którego Partia Konserwatywna rośnie w siłę. Ustalono także, że przy okazji "pomocy partiom" przejadą się po prowincji LWH. Najpierw jednak ruszyli ku Klanowi Czerwonej Pięści, by Wirtzowi przekazać co dowiedzieli się. Niestety, Dżentelmenów zaczęło ścigać trzech przeciwników: gnomi strzelec na dyliżansie, człowieczy mistrz "pijańskiej sztuki walki" na wierzchowcu oraz elf na jednorożcu. Bohaterowie postanowili, że będą walczyć, bowiem nawet udana ucieczka dałaby szansę zwiadowcom na poinformowanie prezesów partii o planach drużyny.

Kinnon zmusił do ukrycia się za zasłoną wrogiego człowieka swoimi seriami z km'a, zaś jego świta (5 strzelców) skutecznie przeszkadzała jednorożcowi w szarży na niziołków. W impecie Miguel zaszarżował z pałaszem i skutecznie potrącił elfa na rzadkim czterokopytnym, mimo że na raty [2 ataki i liczne karty). Gnom ze swojej strzelby celnie zmuszał Kinnona do opanowania się w swoich atakach; Avalończyk dość szybko zrezygnował pod ogniem przeciwnika. Wystarczyła szarża trzech pozostałych Dżentelmenów (na karecie, koniu oraz parocyklu), by małego antagonistę potrącić o drezynę na pobliskich torach kolejowych, która uciekała przed pociągiem służbowym. "Pijany mistrz walki" okazał się niezwykle zaciekłym adwersarzem [cecha Twardy]. Kolejne kawaleryjskie natarcia Miguela niewiele dawały, podobnie jak pierwsza próba motorowa Friedricha. Laska z ukrytym ostrzem. Dołgorukija nie wystarczała wobec niesamowitego zbiegu szczęśliwych okoliczności względem "poselstwa" WSL. Koń Dziennikarza potknął się o drezynę, a Koriolczyk ledwie uniknął wypadkowi. Długo "pijany mistrz" nie utrzymywał się i w końcu skapitulował, przy okazji dając sobie stłuc kilka szklanic alkoholu przy sobie.

---------------

Na tym skończyła się sesja, choć MG deklarował, że "to nie miała być konfrontacja finałowa". Sam fakt, że trzeba było dwóch podbić by odebrać znacznik "pijanemu" przedłużył walkę o dwie tury. Rozgrywka trwała około czterech godzin. Z perspektywy paru godzin obserwuję, że wiele na sesji się nie działo. A szczegółów postulatów tych trzech partii dokładnie nie pamiętam. W sumie, to mi w środku sesja dłużyła się.

Być może jest to przedostatnia sesja w tym miesiącu. "Być może", bowiem nie wiadomo w 100%, czy za tydzień się odbędzie, zaś od Wielkiej Nocy do początku maja żadnej nie będzie. Jest szansa na to, że trzysesyjny wstęp do kampanii zostanie dokończony. Wciąż bohaterowie nie mają kompletu podstaw i możliwości, by stwierdzić o co chodzi z tym przemytem westryjskiego złota...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz