środa, 19 marca 2014

Nie mam swojego stylu Mistrzowania

Nie mam swojego stylu prowadzenia sesji RPG. Nie jestem zainteresowany wykształcaniem go, ponieważ kojarzy mi się to z tworzeniem swojego meta-erpega - uniwersalnego rozwiązania na wszystkie sesje. Nie jestem zainteresowany przerabianiem każdego systemu RPG jak leci, byleby dopasować do mojego ulubionego klimatu, konwencji, tematyki, światopoglądu.

Wszystkie gry staram się traktować tak, jak zostały zaprojektowane, napisane. Staram się grać w pomysł zaproponowany przez autora. Jeśli przychodzi mi do głowy pomysł na szeroko zakrojone, zasadnicze zmiany w erpegu, wtedy zaczynam zastanawiać się czy aby na pewno wybrałem odpowiedni system RPG.

Co do braku mojego stylu prowadzenia, to nie jest to jednak zupełna prawda. Liniowe przygody prowadzę tylko na konwentach (ze względu na warunki konwentowe), za to niezależnie od prowadzonej gry prędzej czy później i tak wyłazi ze mnie nie tyle sandboxowe podejście, co tendencja do tego aby prowadzić graczom to w co aktywnie angażują się i kreują w rozgrywce. Nawet do TSoYa wydrukowałem suplement będący mechanizmem typu Oracle oraz stworzyłem własną pomocniczą tabelę abstraktów ze względu na BNów (bez turlania, lista do odhaczania imion, ras i słów-kluczy). Kiedyś stworzyłem generator postaci do Wolsunga. Poza tym, jestem fanem graczy i miewam czasem tendencje do wspierania graczy w podjęciu najbardziej optymalnej decyzji (przez co zastanawiam się czy aby na pewno pelnię rolę Referee). Pisząc inaczej - u mnie najgorzej mają BNi...

Dodam takie niuanse jak te, iż bardziej skupiam się na akcji oraz na tym, co uczestnicy chcą zrobić w fikcji. Nie marnuję czasu na 30-minutowe opisy płynącej wschodnioeuropejskiej rzeki, tudzież elaboratów na temat codziennego życia zajazdu. Ograniczam wprowadzanie elementów do gry, które poza dekoracją nie mają jakiegokolwiek zastosowania. Z odgrywaniem BNów również u mnie bywa tak, że preferuję opisanie co oni robią, co mówią - odgrywam ich wybiórczo, wtedy kiedy mam wenę. Wiem że moje zdolności aktorskie są tragiczne, głos monotonny,. Mimo poglądów, iż warto ćwiczyć swoje odgrywanie mimo jego jakości, jestem zdania że jedyne sztucznie wydłużył bym sesję, psując poszczególne jej fragmenty.

Nie traktuję jednak tych działań jako podstawy do obnoszenia się ze swoim stylem prowadzenia sesji RPG. 

Zamiast konstruować swój specyficzny, własny styl prowadzenia sesji RPG, chciałbym aby o mnie jako prowadzącym mówił dobór gier. To jakie systemy RPG prowadzę i lubię prowadzić. Uważam to za lepszą wizytówkę od stwierdzenia, iż rzekomo "prowadzę sandbox albo coś z kilkoma sztuczkami sandboxowymi". Gracze więcej dowiedzą się o mnie zaglądając na listę gier w które gram i które prowadzę. Idąc w zaparte, moim "stylem" prowadzenia erpegów jest to, iż staram się je prowadzić RAW oraz według pomysłu autora. Jesli coś w nich modyfikuje, to z rzadka, kosmetycznie i jasno informuję jeszcze przed ostatecznym umówieniem się na grę, iż te konkretne zmiany mają zostać wdrożone.

Zmierzyć się z problemem "Czy dam radę grać/poprowadzić grę według jej zaleceń?". Jesli nie dam rady - gra nie jest dla mnie. Jeśli dam radę - to także wiem, gdzie ewentualne modyfikacje gry mogą mieć rację bytu.

Wspomniane przeze mnie pomoce, listy abstraktów są narzędziem wspierającym moją pulę pomysłów na detale, fabułę i reakcję świata/BNa. Jeśli w ogóle decyduję się na te narzędzia, to dbam o to, aby ich zastosowanie nie zmieniało brzmienia reguł właściwych w grze. Jeśli w ogóle coś "poprawiam" w erpegu, to najczęściej nieprecyzyjne, uznaniowe metody rozdawania punktów doświadczenia. Po prostu nie lubię sytuacji, kiedy gra mi mówi, że mogę rozdać od 50 do 500 PD, a nie daje żadnych narzędzi jaką pulę dać za jakie rzeczy. Nie uznaję tzw. "wyczucia", czyli wskaźnika kompatybilności gustu graczy względem gustu MG.

Nie uznaję zasady "MG ma zawsze rację". Jestem omylny, jak każdy organizm. Nie uznaję iż "MG wie (ma wiedzieć?) wszystko". Także nie wiem wszystkiego, po to przychodzę na sesję RPG, aby się dowiedzieć...

Najprawdopodobniej i tak mój Wolsung rózni się od Wolsunga znajomego choćby sposobami prowadzenia narracji, ale nie zamierzam pogłębiać tych różnic dla własnych ideałów.

Ideały. Nie jestem zainteresowany tworzeniem u siebie zjawiska pt. "nie prowadzę Warhammera, prowadzę Warhammera Według Mansfelda". Nie szukam jednego klucza który otworzy wszystkie drzwi. Szukam zestawu kluczy, dzięki któremu będę mógł otwierać to, co chcę otworzyć.

Moje pomysły na fabułę oraz moje preferencje odnośnie jej prowadzenia i tak stanowią o mojej indywidualności jako uczestnika rozgrywek w gry fabularne.

Ktoś mógłby mnie zapytać "dlaczego trzymasz się podręcznika jak świętej księgi?". Erpega nie traktuję jako świętość, ale czysto utylitarnie. Jak mi się gra nie spodoba/znudzi, olewam ją i wybieram konkurenta lub coś zgoła różnego. Dla przykładu, przestałem być zainteresowany graniem w trzecią edycję D&D, przestaję być także zainteresowany WFRP 2nd i Savage Worlds. Poznałem gry, które określone tematyki realizują lepiej od wymienionych.

Zaufanie dla autora gry. Wiele się mówi o zaufaniu do osoby i instytucji Mistrza Gry. Dlaczego by nie zaufać autorowi gry? Zazwyczaj autor projektuje grę między innymi po to, aby ludzie bawili się jego pomysłem i jego rozwiązaniami. Zależy mu więc na tym, aby reguły gry (wraz ze strukturą gry) jakie zamieszcza realizowały ten pomysł. Zdaję sobie sprawę z tego, że w (polskim) RPG niestety bywa inaczej - istnieją autorzy którzy mocno nadwyrężyli zaufanie odbiorców, niektórzy nawet nie wskazują konkretnie jak grać w daną grę. To nie jest jednak powód, aby nie ufać wszystkim autorom dla zasady, iż rzekomo systemy RPG "zawsze wymagają naprawy, przeróbki". Wbrew pozorom, wiele gier RPG zaczyna całkiem sprawnie działać, jeśli wziąć na poprawkę to iż nie mają za zadanie wiernie odzwierciedlać rzeczywistości...

von Mansfeld

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz