niedziela, 27 marca 2011

Wolsung na służbie #14 - Götterdämmerung

Po dwutygodniowej przerwie rozegrano kolejną sesję w "kampanii windlandzkiej". Był to wielki finał, na którym był komplet (Mistrz Gry + 4 pozostali uczestniczy) graczy. Początek trochę obsunął się w oczekiwaniu na jednego z uczestników, wobec czego zdążyliśmy pograć w "Frankfurt Hold'em" (jakaś wariacja pokera z niedawnej konferencji Parostatka Gry). Atmosfera sama piłowała brzegi kostek, paliła karty postaci, ostrzyła ołówki oraz wysuwała kolejne napitki w trakcie sesji. No dobra, to był żart. Wszyscy jednak wyczekiwali na sesję, a tym razem wykorzystano moją talię kart do Wolsunga.

W "Zmierzchu bogów" uczestniczyli:
Laveris de Navarro: Mathias Bernhard von Werth - ludzki Wotańczyk, Eksplorator/Badacz
Jacek "Cooperator Veritatis": Matthias Arbolsten - gnomi Hrimthorstczyk, Śledczy/Duchowny
(Drugi) Michał: Friedrich Dachmann - ludzki Wotańczyk, Śledczy/Naukowiec
Piotrek: Wasyl Andriejewicz Dołgorukij - trolli Morgowczyk, Salonowiec/Arystokrata
Plus RTKA-Scharführer Gottlieb von Wiedermann (BN), kapłan z czwórką szeregowych agentów oraz Rok.

Na początku przeprowadzono rozmowę zapoznawczą z uratowanym prof. Schwarzem, który wskazał Dżentelmenom drogę do mrocznego astralnego odbicia Innsport i zasugerował, że ostrzeże wojska w świecie rzeczywistym by nie strzelały na widok bohaterów. Naukowiec z U. Miscatonic zmył się tym samym portalem, z którego wyskoczył Dołgorukij. Grupa - wiedząc dobrze co dalej robić - musiała zmieścić się na parocyklu, paromobilu po "Czarnuchu" oraz powierzchni pasażerskiej Roka.

Bohaterowie postanowili umknąć uwadze Królowej Fae, wykorzystując wszechobecny mrok w astralnym mieście, zyskać na czasie i warunkach starcia. Po drodze na tyle zagubili się po drogach, że do obrzeży miasta dotarli zmęczeni podróżą [-1 do Kondycji dla prawie wszystkich BG]. W zakamarkach Innsport czekały na nich cienie i północnice. Mimo wielu prób odwrócenia uwagi (np.: kamieniem o dzwon, tajemnym włączeniem sygnalizacji świetlnej), czwórka mrocznych dobrze radziła sobie z namierzeniem Dżentelmenów, a morgowski arystokrata poczuł na sobie obecność jednej z północnic. Gottlieb prowadzący paromobil zapętlił się na rondzie (tak mu się spodobała jazda w kółko...). Gdy postacie były wystarczająco zmęczone, po prostu odpuściły dalsze kluczenie. Zyskałyby tylko odrobinę zaskoczenia, lecz kosztem bardzo wielu sił.

Przybył finałowy przeciwnik, królowa fae Cthulhana, czyli byt astralny podobny do typowej fae, lecz zamiast rąk posiadający sześć macek. W sukurs antagoniście przybyły dwie północnice. Arbolsten odprawił egzorcyzm pierścieniem, zmuszając Cthulhanę do podjęcia walki. Podobnie jak poprzednia konfrontacja, bohaterom i w tej ostatecznej walce nie powodziło się. Zlęknieni Dżentelmeni niemiłosiernie byli uderzani i powalani mackami. Von Werth swoimi strzałami niewiele zrobił (jeno zdezorientował jedną z północnic), a potem został rozbrojony. RTKA-Hauptscharführer skończył swój żywot rozszarpany przez trzy macki [rzut 93 u Parociuchci Gry]. Godi dzielnie i skutecznie ciął runicznym mieczem, oddzielony od reszty grupy. Dachmann wytrącony z paromobila przez mackę, cudem uniknął śmierci od kolejnych narzędzi zniszczenia. Dołgorukij przeszkadzał, ze zmniennym szczęściem, Cthulhanie, lecz Królowa zdołała parę chwil później dobić kolejnego z Bohaterów: Mathiasa Arbolstena. Chwilę potem Morgowczyk wetknął jeden koniec swojej laski w instalację thaumiczną, a drugi wbił w mózg Antagonisty. Potężny blask oślepił wszystkich, a po chwili dwójka Dżentelmenów pojawiła się z pozostałościami bitwy w świecie rzeczywistym.

---------------

Tylko dwie konfrontacje, a sesja trwała nie więcej niż 2,5 godziny. Tak oto zakończył się finał drugiej kampanii, śmiercią dwóch "bogów": Mathiasa Bernharda von Werth i Matthiasa Arbolstena. Wszyscy oprócz Drugiego Michała dostali 6 PD (ja wraz z Jackiem na poczet utworzenia nowej postaci). Szczerze pisząc, czułem pewien niesmak po sesji. Królowa Fae była o wiele silniejszym bytem astralnym niż Fae z podręcznika (pula 6k10, standardowo 7 znaczników odporności, test walki wręcz na 15/7+, obrona 25); myślę, że zaawansowane Sławne postacie spokojnie miałyby z nią problem. Ponadto moja postać w sesji nie wykazała się praktycznie niczym (zdjęła raptem 1 znacznik podczas pościgu i chyba kolejny jeden w finałowej falce), więc nawet nie zdołała znacznie przyczynić się do sukcesu; w przeciwieństwie do Arbolstena, który praktycznie podłożył fundamenty, szkielet monumentu i rusztowanie pod wiktorię. Gdyby nie rozgrywka w Puerto Rico (jak pisałem, sesja RPG była krótka), wróciłbym do domu z marsową miną. W końcu straciłem postać po 15 sesjach rozegranych.

Zostaje mi na następną sesję złożyć nową postać z dodatkowymi 85 PD do dyspozycji (MG dał możliwość przeniesienia całej puli z poległej postaci). Aktualnie mam dwa pomysły na nowego Dżentelmena. Po kilku godzinach ostudzenia, czuję się najzwyczajniej dziwnie.

4 komentarze:

  1. Macki zawsze w cenie. Cthulhu F'tang!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmieniłeś awatar z takiego fajnego fioletowego :( A tak się fajnie składało, bo na moim blogu Gravatar wygenerował Ci fioletowy znaczek... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Darcane

    Zmieniłem awatar, bo już trochę mnie drażnił (przypominał pewnego użytkownika z pewnego forum, który także miał motyw "czegoś wielkiego kulistego" i wywyższał się w swojej opinii nad innymi). Zresztą, Tyldy tu nie zamieszczę. Ale skoro jest popyt na fioletowe Imperium, to wstawię.

    OdpowiedzUsuń
  4. No Tylda jest odbierana jasno tylko w niektórych kręgach, to fakt ;) Nie no, ten nowy też spoko. Ale widziałem "coś fioletowego" i wiedziałem, kto zacz - wiadomo, przyzwyczajenie. ;)

    OdpowiedzUsuń