piątek, 23 listopada 2012

Wolsung Goldendragon

Dawno na AF nie było raportu z sesji. Na ruszt, dwie sesje w Wolsunga, pierwsze z kampanii "Wolsung Goldendragon". Jeden wielki tygiel społeczno-polityczny w Wanadii, który może wybuchnąć i zakończyć się czyms więcej niż kolejnymi dziwnymi wypadkami, zamachami w Atmanie i tym podobne. Bohaterowie to "tajni" agenci na zlecenie Ligi Narodów, wybrani z przypadku aby z każdego kraju wysłać jednego przedstawiciela. Pierwszym zadaniem trójki "agentów" jest dotarcie do Morgowii możliwie niepostrzeżenie.

Ten APek to - akapit o mojej postaci, lista uczestników, skróty z dwóch sesji, wrażenia i wnioski. Wyszła długa notka, ale tylko dlatego, ponieważ opisałem dwie sesje, postarałem się o garść wniosków i wrażeń. W końcu to APek, najważniejsza nie jest fabuła z sesji, a to, co z sesji można wynieść konstruktywnego.

Po dawnych kampaniach w Wolsunga uznałem, że tym razem muszę zagrać magiem. Zdecydowałem się na dość niestandardową postać - krasnolud, który jest artystą w dziedzinie sztuki improwizowanej, właściwie tylko dlatego będący zakałą krasnoludzkości (bo nie zajmuje się techniką, nowoczesnością, ziemią, nie jest wyrachowany, etc.)

Parostatek Gry: Andrzej
Dżentelmeni:
 - Conrad Nielsen (agent 007), Ogr/Ryzykant, Agent specjalny, tajny agent wywiadu alfheimskiego - Grzegorz
 - sir Pankracy Mironov (agent 001), Elf/Salonowiec, Bon vivant, utracjusz z Morgowii, który zbiegł do Alfheimu i tamże zadomowił się - Oskar
 - Volker ven Karstenrod (agent 002), Krasnolud/Ryzykant, Artysta, Westryjczyk zajmujący się "prawdziwą sztuką improwizowaną" - Michał  

I sesja

7 stycznia 1900 roku. Poprzez rózne fabularne wprowadzenia i zahaczki, bohaterowie dostali się pod skromny budyneczek przy wąskiej uliczce Rooderoo w Paatens. Za kransoludem ubranym w niebiesko-pomarańczowy mankiet skrada się ogr w garniturze, a za ogrem w garniturze – elf w garniturze. Przypadkiem wyszedł z tego "happening", czyli tłum chodzący za tymi trzema dziwakami. Na miejscu, trójkę dżentelmenów poddano „wielokrotnym testom na cierpliwość”, w celu wyłonienia ostatnich osób wchodzących w skład dziewięciu tajnych agentów z dziewięciu krajów, w imię służby dla Ligi Narodów. Trójka BG miała wybrac się do Morgowii, najpierw sterowcem do Wotanii, później Orient Expressem w pierwszej klasie do Czarnoborza, a stamtąd przez morze na południowozachodnie wybrzeża Morgowii.

Podróż sterowcem urozmaicona była wstępnym testowaniem zawartości tajnych walizek, w jakie drużyna została zaopatrzona. Przetestowano tylko cukierki z sześcioma losowymi efektami oraz otworzono butelkę „z alkoholem”, która wypuściła różowy gas oszałamiający. Jeden z cukierków przetestowano na jakiegoś pijaczynie, skutkiem czego jego głowa poleciała w strzępy. Bohaterowie wykorzystali całą sytuację (różowo w pokoju, pijaki które wtoczyły zabitego do pomieszczeń postaci graczy i zaczęły z nim pić) i poszli zgłosić stan techniczny pokoju do ochrony sterowca. Nawiazała się konfrontacja społeczna, bowiem niziołek kierownik ochrony oraz jego trolli asystent chcieli zniechęcić agentów od wszelkich reklamacji. Jednak niziołek przeraził się od nawały gróźb i przypomnianych mu problemów biurokratycznych, a troll sprowadził konfrontację do walki, w której i tak szybko zszedł oraz ochłonął.

Pierwsze godziny w Orient Expressie to kontynuacja sprawdzania zawartości walizek – oprócz wcześniej wspomnianych, znaleziono pióro zamieniające się w szpadę po przekręceniu, cegłę z ukrytą sztabką srebra. Volker rozejrzał się po barach i obrazach i przypomniał sobie, że w Korioli również wybuchają protesty na tle narodowowyzwoleńczym. Sir Pankracy wchodził skandal za skandalem, w tym przypadkiem zarzucił Volkerowi, że „nie stać krasnoluda na drogie mnisie piwo”. Mironov wybronił się z tego skandalu, w tym za sprawą wmówienia innym, ze za oknem rzekomo widać galopującą Lady Godivę.

Długim końcem sesji były dwie konfrontacje – pierwsza walki i druga walki, finałowa. Ta pierwsza to niespodziewany atak pięciu najemnych orków wieczorem na przedziale trójki agentów. Zostali oni odparci, mimo ich tęgiego uzbrojenia jakim były cudacze obrzyny, strzelby, dzidy i czary szamańskie, a sami nie należeli do najsłabszych [każdy z pięciu po 2k10 w puli i 2 znaczniki, testy do ataków od 6/9+ po 15/9+]. Niemniej kiedy oni nie dawali radę, wskoczyła dowodząca tym elfka, która również za bardzo nie dała radę kolejnym elementom otoczenia, rewolwerom Conrada, strzelbie w lasce Volkera oraz pióroszpadzie sir Pankracego. Finałowa walka dopiero miała nadejść, zaledwie po kilkominutowym ogarnięciu sytuacji po starciu. W finale pojawił się tajemniczy niziołek, który po wyeliminowaniu alfheimskiego agenta, a następnie poważnych problemach własnych z pozostałymi dżentelmenami, zaproponował spasowanie z harmidrem i odpowiedzenie na trzy zadane mu pytania - „kim byli ci orkowie?”, „kto ich nasłał?”, „dlaczego Kościej nasłał?”. Orkowie zostali nasłani w celu pokonania agentów, nasłał ich Kościej, który „życzył sobie taki kaprys”. 

II sesja

Uogólniając, sesja dzieliła się na „przed dużą konfrontacją”, „duża konfrontacja” „po dużej konfrontacji”.

Pierwszy etap to ogarnianie sytuacji po atakach orków i innych antagonistów, kolejne scenki kontroli granicznych (Trójmonarchia, Czarnoborze), kilka drobnych rozmówek. Za wiele z tej części sesji nie pamiętam, najwyraźniej to mało istotne, poza wieściami ze świata typu „kolejne zabójstwa w Atmanie, stryj Volkera rozbił swój paromobil na nietrzeźwo, alfheimski pasażer z sąsiedniego przedziału powiedział coś po czarnoborsku".

Zrobiło się ciekawie, kiedy setka czarnoborskich bojowników pod wodzą jakiegoś legendarnego hajduka okrążyła Orient Express i zażądała 100 tysięcy wilków [waluta] „na kampanię wyborczą w Czarnoborzu”. Broniących OE było zaledwie szesnastu plus  dżentelmeni, do negocjacji wydelegowano sir Pankracego w eskorcie pozostałych postaci graczy. Okolica to górska, śnieżna sceneria.

Przebieg negocjacji (konfrontacja społeczna) z punktu widzenia mechaniki wydawał się obiecujący – elf wsparty przez dwóch BG na drugiej linii jako tako sobie radził, a potem (fluffowo i przejściem na pierwszą linię) zastąpił go ven Karstenrod w roli „pomocnika negocjatora”. Niepowodzenie zastraszania ostatecznego ze strony antagonisty (w tym popis zużywania mocy po obu stronach licytacji poprzez dogrywanie dodatkowych kart, w tym Jokera) sprawiło, MG podjął decyzję o zmianie konfrontacji na walkę. Mimo efektownych starań dżentelmenów, po zmieceniu pierwszej eskorty hajduka i poturbowaniu go, pojawiła się kolejna eskorta. Suma sumarum, OE napadnięte, obrobione z kosztowności pasażerów, cennych dzieł sztuki i złoceń, punktu Bogactwa u każdego z BG.

Trzeci etap sesji to pokłosie tego nadzwyczajnego wydarzenia. W oczekiwaniu na następny przystanek w Eolii, Conrad zdobył kontakty do alfheimskiego jegomościa w Eolii (za cenę całej swojej tajnej walizeczki i wartościowego zwykłego ekwipunku wytargował także punkt Bogactwa), Volker sztachnął się czarnym lotosem od atmańskich studentów (przy okazji, pod wpływem myląc donicę z palemką z łazienką), a sir Pankracy dał się naciągnąć na magiczne pierścienie od niziołczego handlarza pierścieniami. To ostatnie o tyle istotne, że pierścień w istocie okazał się magiczny, a próba rytuału na wybadanie go zakończyła się trochę traumatycznym zetknięciem z niewypowiadalną smoczą siłą...

Etap podróży zdezelowanym Orient Expressem zakończył się na Eolii...

Wrażenia i wnioski

Nie zamierzam dokładnie opisywać konfrontacji w AP-kach z Wolsunga. Zauważyłem, że i tak nie daję rady opisać jej w szczegółach, składnie i zgodnie z rzeczywistością sesyjną. Dlatego postanowiłem skrócić opis konfrontacji do przyczyny, rezultatu i ewentualnie paru dodatkowych informacji 

Trzej dżentelmeni z pewnością będą teraz szukać innej drogi do Morgowii (pierwotnie planowano objazd Eolii i wysiadkę w Atmanie), najprawdopodobniej drogą morską. Być może stamtąd trafią do Atmanu (morzem albo lądem), a dopiero potem do Morgowii. Po tym zuchwałym napadzie hajduka na Orient Express, było głośno także o samych bohaterach. Zastanawiam się czy to sytuacja w stylu "weszliśmy w głęboką wodą, wszystko się spierniczyło, teraz musimy coś wyciągnąć z naszej misji". Za to wątpię, aby drużyna posiedziała kilka sesji w samej Eolii - kierunek kampanii jest zgoła inny. Tajnym agentem chyba pozostał jedynie Conrad.

Ogólnie to cieszę się, że w końcu mam szansę na zagranie dłuższej kampanii w Wolsunga - ostatnia to od końcówki 2010 roku do maja 2011. Zawsze to kolejna szansa na regularne granie sesji. Zawsze to szansa na porównanie tamtej starej kampanii na 19 sesji, z obecną.

Co powiem o swoim graniu? O dziwo, opisywanie zagrywania kart wychodzi mi wyraźnie lepiej niż w ostatnich sesjach w Wolsunga w jakie grałem. Głębsze chwile zastanowienia mam co najwyżej "raz na konfrontację" albo "1-2 na sesję" zależnie jak liczyć. Pod względem konstrukcji mechanicznej postaci też wszystko gra, daję radę stosować możliwie wszystko co umieściłem na karcie postaci. Przyjemnie mi się gra tą postacią, aczkolwiek mógłbym trochę mocniej naciskać na fluffowy aspekt zajmowania się sztuką (np.: odwiedzanie muzeów, oper i teatrów, przybytków związanych ze sztuką, prowokować sztuką improwizowaną). Jak na razie, Volker zaszczycił się efektownym skłonieniem niziołczego kierownika ochrony sterowca do zaprzestania udziału w dyskusji oraz uniknięciem "śnieżycy kul" z supergatlinga antagonisty podczas ataku na Orient Express.

Inni gracze? Gracz grający alfheimskim agentem IMHO gra bardzo dobrze, staje się nieformalnym "liderem" trójki "tajnych" agentów. Uczestnik ze swoim morgowskim bon vivantem również nie odstaje, biorę pod uwagę to, że rozgrywa swoje pierwsze sesje w Wolsungu (jak na te pierwsze sesje - gra naprawdę dobrze). Czasem trzeba mu przypominać o sekwencji akcji w konfrontacjach "najpierw deklaracja mechaniczna i opis fabularny, potem rzut, a dopiero potem ewentualne dogrywanie kart". Ogółem, ekipa ma się dobrze, oby było tak dobrze i jeszcze lepiej w przyszłości.

Zostaje sprawa MG. Każda z tych uwag jaką napisałem o nim tutaj jest mu znana, w tym z rozmów przeprowadzonych zaraz po sesjach. Uczy się prowadzenia Wolsunga (to jego pierwsze sesje) i pomimo kilku następnych uwag jakie napiszę, wychodzi mu całkiem zgrabnie. Widzę, że konsekwentnie trzyma się pomysłu na polityczno-sensacyjną kampanię, przygotowuje się do każdej sesji, nawiązuje płynną komunikację z graczami. Poza tym, nienajgorzej mu wychodzi koncept na przedstawianie i wprowadzanie istotnych BNów na początku kampanii (jest ich tylu, że pomijam ich w fabularyzowanych akapitach z sesji).

Co do tych uwag. Nietrudno zauważyć w fabularyzowanych akapitach, że miewa manierę do zmieniania typu konfrontacji, a nawet dokładania kolejnych przeciwników w trakcie. To nic złego. Sęk w tym, że niemalże każda konfrontacji towarzyszyło albo jedno, albo drugie - uważam to jednak za lekką przesadę w mnożeniu trików ponad miarę. Ta uwaga została mu zgłoszona, podobno następna, trzecia sesja, ma być prostsza jeśli chodzi o organizację konfrontacji. Do tego Parostatek Gry wpadł w tym, że przyznał się, że walka [rodzaj konfrontacji] z tym legendarnym hajdukiem "teoretycznie nie była do wygrania". Wspomnieliśmy mu razem, ze o ile Wolsung sam z siebie jest railroadingowy w metafabule (np.: wiadomo z kim będzie się walczyć w finale, co zdarzy się w tle), to konfrontacje są tym elementem sesji, które muszą mieć znaczenie na sesji. Mam nadzieje, że tę naszą (nie tylko moją) uwagę, prowadzący grę weźmie pod uwagę w następnych sesjach. 

Trzecia uwaga była tą (z pierwszej sesji), aby w konfrontacjach nie ograniczał się glównie do Sławnych i Legendarnych antagonistow z kilkoma osiągnięciami. I to mimo tego, że na pierwszej sesji, w konfrontacji na sterowcu, pod względem znaczników odporności drużyna zrobiła "jesień średniowiecza" z dwóch bardzo mocnych oponentów.

Na zakończenie wspomnę, że gdybym na drugiej sesji nie zapomniał o cesze "seria" na gadżecie, być może ta "niewygrywalna konfrontacja" mogłaby przypadkiem zostać wygrana; chyba była jedna albo dwie sytuacje, gdzie znalazłyby się podbicia w teście, aby pozdejmować po znaczniku u innych przeciwników...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz