sobota, 18 marca 2017

Egzekutor to autystyczny playbook

Mimo tytułu, to nie jest tak, że playboook Gunlugger (pol.: Egzekutor) w Apocalypse World jest jakiś zepsuty. Nic z tych rzeczy. To mój wniosek po ostatniej próbie zagrania właśnie odpowiednikiem Egzekutora w Apocalypse World 2nd Edition, na hacku Fallen Empires (wczesnopseudośredniowiecze po upadku jakiegoś imperium). Nie jest tajemnicą, iż playbook Gunlugger (jak i odpowiednik Sword Master dla FE) jest właśnie napisany tak, aby o ile być przepakiem, przekoksem jeśli chodzi o czynienie przemocy, to właśnie jego najsłabszą stroną jest strona czysto społeczna. Taki "upośledzony społecznie" playbook.

Zorientowałem się, że od co najmniej paru lat gram głównie postaciami kompetentnymi, mocnymi społecznie (albo mocno spozycjonowanymi społecznie). Takimi, które albo mają "ponadprzeciętną charyzmę lub jej odpowiednik", albo mają w sobie komponent sprawiający, iż nawet jeśli nie jest to Bohater Gracza "zrobiony pod social", to i tak postacią mam jak zaczepić się we wszystkich rozmowach, odgrywaniach z postaciami niezależnymi i tym podobne. Podając ostatnie przykłady z brzegu: justycjariusz arystokrata i manipulant (Burning Wheel), playbook Operator (Apocalypse World), playbook The Captain jako charyzmatyczny małobystry kapitan drużynowego statku (Dungeon World - setting Inverse World), łotrzyk-spellbinder nawet dość kompetentny społecznie (SotDL).

Nawet jeśli grałem jakimiś wyjątkami od tej reguły, to i tak były to postacie z mocną nisza własną w której jako gracz mogłem się zamknąć z wartością dodaną dla rozgrywki i bez dużej straty wobec reszty uczestników. Albo być kimś, kto i tak jest niezastąpiony w drużynie i dla frakcji do której postać należy (jak przykład Zal Arthy w kampanii w SW: AoR; i tak miała Cunning na 3, czyli dla skilla Deception "umiała w socjal")

A jak to było z moim graniem Sword Master w AW 2nd/FE? Szybko (tj.: od drugiej sesji) odbiłem się od własnego poczucia, iż tak naprawdę musiałbym czynić przemoc bezsensownie, dla samej idei rzygania przemocą. Jako iż postać była całkowicie beztalenciem jeśli chodzi o manipulację (Hot -2), to sprawa była zerojedynkowa - albo autentyczne grożenie ranami, albo statystycznie nieudana manipulacja. Ze szczegółów z króciutkiej niezbyt udanej kampanii: jako gracz nie czułem iż Viktor the Sword Master jest w stanie jakkolwiek zbudować pozycję w mieście Gomora, naprawić/zmienić relację z niezwykle zintegrowanym ze sobą zdziczałym gangiem Strongholdera, który zdążył szybko znienawidzić Viktora. Przemoc i zabijanie kolejnych członków gangu? Nic, poza ewentualnymi wrogami lub zastraszaniem w najlepszym przypadku. Nic dziwnego, że jako gracz szukałem okazji do "wyjścia z Gomory" postacią...

Odnośnie przemocy: mnie jako gracz interesuje przemoc jako środek do celu. Narzędzie do zdobywania, osiągania, zmieniania rzeczywistości nieodwracalnie, "poprawiania" sytuacji. Natomiast jako Gunlugger/Sword Master czułem, iż w fikcji jedynie co jestem w stanie robić, to pogarszać sytuację bez niczego konstruktywnego dla rozgrywki.

Zagranie Egzwekutorem/Sword Master było dla mnie właśnie próba zagrania "kimś twardym, głównie od walki". I właśnie widzę, iż w bardziej mainstreamowej sesji w jakieś walki na encountery, to taką postacią nudziłbym się grać poza encounterami...

A to trochę dziwne. Jako Reinaldo z The Shadow of Yesterday (startowe Klucze: zemsty, rewolucjonisty, sławy) z zemstą za wymordowanie wioski na jakiejś maldorskiej szlachciurze wcale nie miałem poczucia iż deprotagonizuję się tym że "postać idzie głównie zabijać istniejący porządek". Może to dlatego, albowiem i tak wtedy miałem jak przedstawić Reinaldo z innych stron aniżeli "mściciela"? Albo może choćby dlatego, iż już na pierwszej sesji pobawiłem się w dramę z "pozorowanym zamachem na baronowej" który w fikcji miał wzbudzić przerażenie na możliwie wszystkich BNach w kampanii - i być narratywistyczną zapowiedzią ostatecznego celu Reinaldo: dokonać drugiego skutecznego zamachu? 

Takie tam gdybanie erpegowca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz