poniedziałek, 30 lipca 2012

Avangarda 8 - Avangardische Fehlerfestung

[Avangardowa Pomyłkotwierdza - dosł. tłum.]

Russland-Süd, Flak-Stellung, Bundesarchiv, Bild 101I-217-496-24, 
z Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0
Avangarda 8 za mną, miałem wpaść na trzy dni, wpadłem tylko na dwa (piątek i sobota). Nie powiem że było Pfff+ajnie, aczkolwiek na sam konwent nie mam co narzekać. Bardziej narzekam na siebie pod tym kątem (patrz niżej w tekście) - moim zdaniem Avangarda 8 wypadła trochę lepiej od swojej poprzedniczki, może dlatego, gdyż z miejsca nie nastawiałem się na perełki. 

Powiedzmy, że piątek 

Ten dzień przeznaczyłem głównie na zapoznanie się z tutejszym ludem, polowaniem na okazje w Games Roomie i czekaniem na swoją sesję o 17-stej w Labyrinths & Lycanthropes. To pierwsze udało się z umiarkowanym powodzeniem, ale głównie wliczając sobotę. To drugie częściowo, ale załapałem się na trzygodzinną sesyjkę w Munchkin Questa. Było nawet fajnie, ostatnia godzina gry była ciągłymi próbami pokonania bossa przez graczy...

To trzecie... Powiem wprost - sesja nie odbyła się z powodu graczy, a gdybym odnalazł się z kbenderem, to mógłbym wtedy przynajmniej zaprezentować mu parę mechanizmów z L&L. Można doszukiwać się różnych przyczyn dlaczego ta sesja - jak i wiele innych - nie doczekały się chętnych. Choćby zaledwie 1147 uczestników oraz akcja GRAMY!, która mogła przynajmniej odciągnąć graczy od zgłaszania się, kiedy część sesji półfinałowych trwała w "czasie antenowym" wywieszek sesji. W każdym razie - stracony czas nadrobiłem wpadnięciem do jakiejś randomowej prelekcji o problemach w (graniu w) RPG, na szczęście z dość merytorycznymi dyskusjami. 

Powiedzmy, że sobota 

To chyba jedyny dzień, kiedy odbywało się więcej niż parę ciekawych dla mnie prelekcji. Najpierw - Charakternik, czyli jak MaWro dzielnie radził sobie z polskim potworkiem lat 10' XXI wieku z levelami od 1 do 67 oraz zapisem gry. Potem musiałem pomagać prelegentowi w prowadzeniu prelekcji "czym jest RPG" (spokojnie, byli tam sami "zieloni" erpegowcy), gdyż ten najpierw słabo się przygotował, a potem wychodził na rozmowy radiowe z innymi ratownikami. Prezentacja Afterbomb faktycznie przypominała "jak po bombie Robotiki w fandomie" - Dron rzeczowo przedstawiał swój system i nie załamał się pod gradobiciem pytań. Nie jestem fanem motywów postapo, lecz jeśli Afterbomb bardziej pójdzie w groteskę, motywy z Fallouta i pod akcję (a nie w trzewiczkowskie postwarhammerowe smęty w sosie postapo, czyli Neuroshima), to może nawet zakupię podręcznik za 25 zł.

Powiedzmy, że tego akapitu nie napisałem. Moja prelekcja "Graj Mechaniką!" najpierw cierpiała na brak widzów (3 osoby w 15 minut), a potem na resztę wykonania ze strony prelegenta oraz kilka drobnych technicznych problemów (takich jak choćby konieczność przechodzenia przez pół sali by zmienić slajd, bo oczywiście laptopa nie dało się podłączyć do rzutnika). To powinno wyjść o wiele lepiej. Co prawda pozostało parę osób do końca, niemniej jestem wielce niezadowolony z tego, jak ja zaprezentowałem się na prelekcji. Co z tego, że to była moja druga prelekcja w życiu, w tym pierwsza samodzielna. 

Powiedzmy, że konwent 

Ogółem, w niedzielę nie chciało mi się przychodzić, gdyż i tak chciałem odpocząć od konwentu, a nie chciało mi się dojeżdzać na parę godzin chodzenia przez pięć poziomów budynku. W skrócie, żadna z moich atrakcji nie udała się na tyle, bym był z nich zadowolony (dla porównania, na Avie 7 udało mi się poprowadzić sesję w Wolsunga, a współprelegowanie "Wolsung - Graj konwencją" w moim odczuciu wypadło o wiele lepiej).

Wymieniłbym kolejne osoby z którymi zamieniłem choć jedno słowo, lecz pseudo czy imion ich wszystkich nie pamiętam, a nie chciałbym przypadkiem kogoś pominąć. Ten kto mnie widział, ten mnie widział. Raczej napotkałem niewiele osób, których do tej pory nie znałem.

Natomiast nie wiem, czy następnym razem iść na podobnego formatu konwent. Avangarda 8 miała mi odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością wiem, że na obecne czasy nie nadaję się na prelegenta, jeśli prelekcja nie jest panelem dyskusyjnym wraz z ogromem konkretnych przykładów podawanych przez prelegenta. IMHO jeśli miałbym angażować się w konwent, to raczej obok większych akcji (np.: Gramy!), wtedy przynajmniej spędzę nad nimi kawałek czasu i lepiej spożytkuję swoje siły niż moje marne prelekcje i sesje. 

Okey, jest jedna rzeczywiście pozytywna sprawa - więcej lepszych pomysłów na "edycję poprawioną Graj Mechaniką!", kiedy w końcu ruszę się do robienia antologii w PDFie (i przy okazji - poprawiania tych wpisów blogowych).

3 komentarze:

  1. Cóż. Spotkanie w sobotę to dla mnie kolejny dowód, że człowiek zyskuje przy spotkaniu face-2-face. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bork, bork, bork

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło było się przywitać i zamienić dwa słowa
    Pozdrawiam
    Aes

    OdpowiedzUsuń