piątek, 19 lipca 2013

Wrażenia z gry #4: Osadnicy z Catanu

Chyba wielu z was, Czytelników, grało w tę grę, albo przynajmniej ją kojarzy. Pisanie o Osadnikach z Catanu wydawałoby się błahym, skoro to podobno "prosta familijna gra dla dzieci". Wszystko się zgadza, nadal jednak można przyjemnie grać w grę, która za parę lat może już należeć do szufladki "vintage". Z ekipą wprawnych graczy może to być gra która jednak wymaga trochę kombinowania. Rozegrałem kilka partii i widzę w tej grze potencjał do nieco ponad godzinnej średnio-lekko wymagającej zabawy. Nie wiem, co niektórzy znani mi planszówkowicze widzą złego w tej grze.

Bo widzicie, Osadnicy z Catanu są tak familijni, że wiodącą rolę w tej grze odgrywa prawdopodobieństwo. Kości są dwie sześciościenne, każde pole ma liczbę od 2 do 12, na "7" trafia się Złodziej, ktory blokuje komuś zasoby z pola, może komuś zabrać losowy surowiec, a także czyści połowę zasobów tym, którzy za nadto chomikują zasoby w dłoniach. Nie wiem więc na ile sama łatka decyduje o postrzeganiu tej gry, czy może choćby to, że Osadnicy nie mają mózgożernej bezkostkowej mechaniki, tudzież setek ton negatywnej interakcji?

Z dodatkami jest lepiej

Rozegrałem partyjki zarówno na gołej podstawce, jak i raz w "Miastach i Rycerzy", raz w "Kupcach i Barbarzyńcach". Przyznam, że lepiej mi się grało na dodatkach. Urozmaicają grę, dodają parę innych możliwości zdobycia punktów (szczególnie "Miasta i Rycerze", kiedy w zasadzie wyścig o Rozwój nie jest całkowicie niezbędny do wygrania), co cenię. Cenię to, kiedy gra ma więcej niż jedną jedynie słuszną ścieżkę do wygrania, posiada możliwości zdobycia punktów gdzieś pobocznie. "Miasta i Rycerze" całkowicie zmieniają reguły związane z Rycerzami, pozwalają zarówno nabijać punkty na walce z najeźdźcami (Bohater Catanu), jak i alternatywnie stawiać metropolie dające 2 pkt (trzy do postawienia), a do tego dodają trzy zasoby miejskie, które są niezbędne do stawiania usprawnień poprawiajacych możliwości ciągnięcia kart rozwoju. W MiR bez usprawnień nie ma kart rozwoju - one przybywają według rzutu trzeciej nowej kości oraz wyniku na kolorowej drugiej (dwie - biała i kolorowa - standardowe k6 plus dodatkowa k6 ze znacznikami barbarzyńców i kolorami usprawnień).

"Kupcy i Barbarzyńcy" nie zmieniają aż tak rozgrywki, niemniej zarówno dodają kartę Harbormaster [nie pamiętam dokładnie polskiego tłumaczenia] (2 pkt), jak i wprowadzają monety które oprócz możliwości wydawania ich na zasoby i zdobywania ich budując cokolwiek przy rzekach, to najbiedniejsi w monetach dostają kartonik Biednego Osadnika (-2 pkt), a najbogatszy gracz - Najbogatszy Osadnik (+1 pkt). Przyznam, że grałem jedynie w scenariusz, w którym nie było barbarzyńców.

W podstawce, strategia gry w Osadników ogranicza się do: zbuduj 4 Miasta lub przynajmniej 3 Miasta + 2 Osady, dąż do Najwyższej Władzy Rycerskiej albo przynajmniej do Najdłuższego Szlaku Handlowego i przypadkowych 1 pkt z kart rozwoju. Innymi słowy, karty rozwoju są niezbędne aby wygrać, chyba że uda ci się szybko zbudować wiele miejscowości, mieć najdłuższy szlak handlowy i to zanim gracze nałapią odpowiednich kart rozwoju. Przyznam, że z tego powodu każda rozgrywka wygląda bardzo podobnie, mimo losowanych heksów oraz wartości pól na nich.

Przy trzech graczach trochę luzu, przy czterech - tłok

Wolę granie w trójkę kolonizatorów z Catanu. Co prawda partyjka w KiB pokazała mi, że jednak jest miejsce na czterech graczy, w praktyce od początku jest poczucie ścisku i walki o każdy bok sześciokąta. Wystarczy ograny (albo po prostu dobrze kombinujący) gracz i naprawdę zaczynam zastanawiać się, czy aby na pewno Osadnicy z Catanu są grą familijną w grze we cztery osoby. ;-) Ale skoro niektórzy erpegowcy "grą nienawiści" nazywają granie w Carcassonne zgodnie z regułami gry celem zdobycia jak największej ilości punktów...

Z drugiej strony, zauważyłem że ta gra rozgrywana we trzy osoby ma tendencje do wyłaniania "dwóch konkurentów o zwycięstwo" oraz jakiegoś gracza w tyle z punktacji - nawet na dodatkach. Co prawda jedyna rozgrywana przeze mnie partia na cztery osoby również skończyła się wariantem "2 liderów + 2 w oddali" (byłem w tej drugiej grupie), ale przynajmniej przez ponad połowę rozgrywki ten podzial nie był jednoznaczny. 

Zauważyłem, że czasem trzeba uważać ze strategią blokowania kogoś Złodziejem, kiedy przy tym samy heksie stoi trochę słabiej radzący sobie gracz - możemy ryzykować uwaleniem nie lidera, a drugiego gracza z mniejszą liczbą punktów. Najczęściej lider i tak z innych pól złapie zasoby, a uczestnik niżej w punktacji - niekoniecznie.

Familijność to granie od czasu do czasu?/Co ja sądzę o tej grze

Przyznam, że znudziłbym się tą grą, gdybym grał w nią co tydzień albo nawet częściej. I to nawet z graniem w każdy dodatek, mniej więcej co partię. Jak cześniej wspomniałem, to typowa prostsza eurogierka z jedną optymalną drogą zwycięstwa (z dodatkami - z dwoma). Dla casuali/kogoś z rodziny każda rozgrywka i tak będzie dawać wystarczająco dużo zabawy, planszówkowi wyjadacze wybiorą inne gry.

Każdą partyjkę grało mi się przyjemnie, nawet wtedy kiedy dostawałem punktowo wciry. Osadników z Catanu przyjemnie się "masteruje" - uczy się grać coraz lepiej, coraz optymalniej wykorzystując zasoby, planując działania, uczy się elastycznego reagowania na poczynania graczy. Ta gra nawet nie zbliża się do "błędu" choćby takiej Helvetii, gdzie podobno doświadczony gracz zawsze ogra początkującego, a do tego gra wcale nie zachęca do ponownej gry, nie daje nadziei, że następnym razem będzie się miało coś do powiedzenia w grze. Może to jest "familijność" Osadników? To, że nawet laik może wygrać partyjkę? Albo po prostu to, że gra bywa łatwo przyswajalna? 

von Mansfeld

Nawiasem pisząc, jest to 50. wpis na AF w roku 2013. :-)

Zdjęcie pochodzi ze źródeł własnych autora

1 komentarz:

  1. Dla mnie (grałem bez dodatków) totalna klapa i nuda, już wolę grać w Monopoly. Po kilku rozgrywkach pozbyłem się pudła bo nie mogłem na nie patrzeć, co raczej nie często mi się zdarza ;)
    A kupować grę żeby zagrać w nią raz na rok.. bez sensu imo.

    OdpowiedzUsuń