Na tegoroczną Avangardę X w Warszawie wybrałem się w piątek i sobotę jako zwykły szary uczestnik nie oferujący żadnego programu od siebie. Po doświadczeniach z kilkoma edycjami ZjAvy i Avangardy uznałem, że zgłaszanie jakiejkolwiek sesji do poprowadzenia mija się z celem - albo ludzie wolą w Wampiry i Warhammery, albo oczekują szczegółowych literackich opisów po 30+ minut minimum na sesji w Wolsunga. Co do zgłaszania prelekcji, z każdym rokiem jestem przekonany, iż nie miałbym nic rzeczywiście porządnego do przedstawienia.
Moje oczekiwania co do Avangardy X nie były wysokie: chciałem pograć w minimum dwie sesje RPG, zagrać w jakąś planszówkę, poznać co najmniej kilka nowych osób i liczyć na to iż przynajmniej k3 prelekcje będą na tyle ciekawe z opisu, iż na nie bym się stawił. Ten tekst także nie jest jakąkolwiek "relacją" oceniającą konwent jako taki - ciężko oceniać konwent, jeśli przez 99% czasu przebywa się wyłącznie w jednym z dwóch budynków (i ten jeden to jedynie gamesroom, sesje RPG z LARPami, prelekcje erpegowe, turnieje, kilka stoisk z grami oraz rozmaitymi gadżetami i ubraniami do kupienia). Te 1% mojego czasu konwentowego w drugim budynku to jednak miły czas spędzony w świetnie aklimatyzowanym budynku.



