środa, 8 listopada 2017

Jak będzie w Hrabstwie Athany? - Sesja II

Ten pan cierpiał pod koniec sesji
Jest coraz ciekawiej. Druga sesja w kampanii w Burning Wheel (rozegrana pierwszego listopada) to co prawda zaledwie jeden dzień następny z akcji i fikcji, lecz jakże ważny dla naszych bohaterów. Dość powiedzieć, że byli od włos od rozlewu krwi. Albo fiaska ich prób siły argumentów w obliczu braku kompetencji w czymkolwiek oprócz zastraszaniu...

Przy okazji protagoniści poznali lepiej liczącą ponad cztery setki mieszkańców osadę Whitewood. Zaczęli robić własne porządki w tej miejscowości.

Niestety sesja trwała zaledwie trzy godziny z powodu spóźnień poszczególnych graczy; z racji święta tego dnia (wiecie, pielgrzymki do grobów i takie tam). Mimo tego wyszła nam konkretna fabuła, konkretne decyzje, konsekwencje oraz następne plany i zamiary.

piątek, 3 listopada 2017

Jak będzie w Hrabstwie Athany? - Sesja I


Pierwsza sesja z kampanii w Burning Wheel (edycji Gold), pierwsza o losach dawnego hrabstwa Athany, obecnie terroryzowanego przez elfy "chroniące ludzi przed orkami i innymi tatałajstwami z lasów". Elfy z Białej Puszczy jako ci, którzy próbują kontrolować jak najwięcej osad w zamian oferując jako takie bezpieczeństwo miejscowości oraz gościńców. A w ten ich niemisterny plan wtrynia się właśnie "Czerwony Rycerz" lord Adolin Davar (Bohater Gracza) wraz ze swoją kopią złożoną z pięciu ludzi oraz kapelanem Zakonu Światła - Velemem od rodu Naisterów z sąsiedniego "hrabstwa" - a także z nieoczekiwanym wsparciem orka Leshracka na swoim inteligentnym wilczym wierzchowcu...

Ale przejdźmy do samej relacji z sesji. Sesja trwała przez niespełna 3,5 godziny, głównie dlatego albowiem jako prowadzący najzwyczajniej przerwałem ją na dogodnym cliffhangerze. Lepiej aby na następny dzień w fikcji mieli w pogotowiu zdobytą po sesji Arthę; mi jako MG przyda się chwila na refleksję i dodatkowy prep (przez ostatnią godzinę gry w 100% improwizowałem).

piątek, 27 października 2017

Jak będzie w Hrabstwie Athany? - Prep-Sesja Zero

Udało mi się rozpocząć kampanię w Burning Wheel. Jesteśmy już po pierwszej sesji, a niniejszym przedstawiam wam zapiski z tzw. "organizacyjnej sesji zero". Światotworzenie, dogadywanie się co do konwencji kampanii oraz kreacja protagonistów, Bohaterów Graczy. Poza mną nikt jeszcze nie grał w BW. Spotkanie to miało miejsce 19 października tego roku.

Dlaczego w ogóle decyduję się na publikację pełnych raportów z sesji? Uznałem, że miło byłoby po prostu mieć w archiwach tego bloga pamiątkę: zapis z tej kampanii. Albowiem już sama "sesja zero" zapowiadała się całkiem prosto, ale ciekawie! Niżej zapis z tego, co wyszło z tych rozmów. Nazwa kampanii z tytułu notki dotyczy tylko bloga.

Na początku wspomniałem o Big Picture (momentum, zmiany w świecie jakie mnie jako prowadzącego). Powiedziałem trójce graczy, że interesują mnie dwa źródła dynamiki (zmian) otaczającego świata: konflikt "przybysze kontra lokalna ludność" (kolonizacja bądź "nowy porządek" z zewnątrz), istoty nadnaturalne/nadprzyrodzone przypominają sobie o świecie ludzi i wracają do niego.

sobota, 14 października 2017

Blades in the Dark to nie PbtA

Tytuł notki prowokacyjny. Nie zrozumcie mnie źle: dostrzegam to, iż głębokie korzenie Blades in the Dark wywodzą się z nurtu zapoczątkowanego przez Vincenta Bakera, kiedy to w 2009 roku wydał Apocalypse World. Do pewnego stopnia BitD wygląda wręcz jak przepisany po swojemu (według Johna Harpera) "silnik Powered by the Apocalypse".

Natomiast na podstawie zarówno lektury podręcznika, jak i jego zrozumienia oraz praktyki na sesjach, wystosowuję stwierdzenie jakoby jednak Blades in the Dark nie należy już bezpośrednio do nurtu gier PbtA. Jest czymś trochę odmiennym, przede wszystkim: "własnym" ze swoimi założeniami.

Samo to, że turla się pulą kości zamiast "2d6 plus modyfikator od -1 do +3" nie jest wystarczającym dla mnie argumentem. Właściwie jest prawie żadnym argumentem poza "reskinem matematycznym"...

piątek, 13 października 2017

Propaganda przeciwko Jesiennej Gawędzie

Można lubić albo nie lubić Jesiennej Gawędy. Kto co preferuje (lub nie). Natomiast uważam, że autor bloga "Krokodyl z oczami na szypułkach" przesadził z opinią, iż obecnie mocniej oczernia się i wyolbrzymia pejoratywny wydźwięk Jesiennej Gawędy (to jest: serii artykułów tematycznych autorstwa Ignacego Trzewiczka).

O ile z jednego artykułu "O wyborach" moim zdaniem da się wyłuskać pożyteczne wnioski (np.: "o tym, że warto stawiać postacie graczy przed trudnym wyborem wynikającym z ich agendy"), to jednak jest to zaledwie wyjątek od reguły. Zaprezentowany styl prowadzenia sesji polega na odstawieniu show, które mimo wzbudzania jak najsilniejszych emocji ma być niczym innych jak iluzją interaktywności uczestników z fikcją. Jak ktoś lubi szary, deszczowy, naturalistyczny Warhammer w którym gracz jedynie odczuwa emocje na sesji, to proszę bardzo... 

Dalej nie gnębię, nie szkaluję, nie oczerniam Jesiennej Gawędy w tym tekście. Poniższe cytaty przemawiają same za siebie, pozostawione bez mego komentarza: