Kiedy uderza ciebie przypływ inspiracji, wtedy czujesz że chcesz coś z tym zrobić. Tak też stało się ze mną, kiedy to - po paru tygodniach grania w Dwarf Fortress - zawziąłem się na próbę poprowadzenia konceptu na zakładanie nowej twierdzy krasnoludzkiej na rubieżach (krasnoludzkiej) cywilizacji. Nie jest to adaptacja 1:1; wybrałem grę Burning Wheel z całym jej dobrodziejstwem, bez modyfikowania ras i warunków na te z Dwarf Fortress. Ta gra komputerowa to w końcu tylko inspiracja, a kto by chciał grać krasnoludami które chorują na PTSD po pierwszej ulewie, prawda?
Lubię Burning Wheel, bo to gra skupiająca się na protagonistach (postaciach graczy) oraz na tym co im naprawdę zależy. Tak też będzie w tej kampanii: nie tyle saga o samej twierdzy, co o przywódcach ekspedycji zakładającej nową twierdzę Lielivarti (to gracze zdecydowalio nazwie kolonii) którzy borykają się z obowiązkiem poszerzania granic krasnoludzkiej cywilizacji. Koncept kampanii sugeruje sandbox, ale BW nie jest grą o sandboxie - "erpegowa piaskownica" wychodzi tam jako skutek uboczny potrzeb oraz konsekwencji działań postaci graczy trwających dniami, tygodniami i... tak dalej, wiecie o co mi chodzi. Burning Wheel wspiera długie kampanie trwające wiele dni w fikcji przedstawionej...

