Od dłuższego czasu mawiam, że to jakie sesje RPG gram, to całkiem inne hobby od powszechnie uprawianego. Niekiedy robię z tego pretekst do tyrad czy marudzenia. Czasem dopada mnie refleksja, że czyni mnie to erpegowym odludkiem. Rozwój erpegowego medium dostarczył nam tak wielu sposobów na zabawę, że fani różnych sposobów zabawy mogą być sobie całkiem obcy.
Dotychczas uważałem to za problem. Niemożność dogadania się z tym drugim erpegowcem, bo zupełnie inaczej bawimy się. Bezowocne spory o to, kto lepiej erpeguje; kto ma rację. O roli mechaniki czy tej kostki wyklętej...
Ktoś (Tomasz Kozłowski) jednak odpowiedział mi na te moje refleksje:
"Co oznacza, że staje się normalne i wychodzi z szafy. Wreszcie."




