niedziela, 8 maja 2011

Wolsung na służbie #17 - Wolsung Tactics

Po prawie miesiącu udało się rozegrać kolejną sesję w (z trzeciej z rzędu kampanii) Wolsunga. Mogłem mieć wcześniej okazję grać w zupełnie innej ekipie w inny system (WFRP 2ed. konkretnie), lecz finalnie nie udało mi się dopiąć szczegółów z tamtejszym organizującym i prowadzącym sesję dotyczących mojej postaci. Tamto jednak przepadło (ponoć już przeprowadzili pierwszą rozgrywkę), a zostaje mi opisać relację z dzisiejszej sesji RPG. Skład drużyny bez zmian, a  przypomnienie poprzednich dwóch sesji ze strony MG nie wymagało więcej niż pięciu minut. Kości i kart było pod dostatkiem, choć tym razem artykułów spożywczych niedobór. Dalsza część przygód w zachodniej Winlandii została przeprowadzona.

Główni Bohaterowie:
Michał "Laveris de Navarro": Miguel Guillermo Bolivar de Melilla (człowiek, Koriolczyk, Ryzykant/Dziennikarz)
Jacek "Cooperator Veritatis": Kinnon Cathal (niziołek-leprechaun, Avalończyk, Salonowiec/Oficer) + 5 statystów
(Drugi) Michał: Friedrich Dachmann (człowiek, Wotańczyk, Śledczy/Naukowiec)
Piotr: Wasyl Andriejewicz Dołgorukij (troll, Morgowijczyk, Salonowiec/Arystokrata).

Tym razem opiszę w skrócie, bez chaotycznego rozdrabiania się o detale.

Dżentelmeni dotarli przed zachodem słońca do windiańskiej wioski Klanu Czerwonej Pięści, dostarczając trzech przedstawicieli partii - z którymi walczyli "odcinek serialu temu" - z LWH jako "wrogów Windian". Od tamtejszego wodza dowiedzieli się, że dzień temu szaman Wirtz wyruszył do pobliskiej jaskinii po składniki, a miał najpóźniej o tej porze wrócić. Bohaterowie (a łącznie ich było 13, licząc gdzieniegdzie pałętające się Kontakty) wyruszyli w przeciągu godziny ku trasie, by wyjść na przeciw szamanowi w cylindrze. Wszyscy w dyliżansie - bądź koło niego - oprócz Dachmanna (na swoim parocyklu) oraz de Melilla, który bez problemów przekonał zdobycznego jednorożca do całonocnej podróży. Zaplanowano trzy postoje na przestrzeni 60 kilometrów pustynnej drogi.

Do drugiego postoju bohaterowie trzymali się szlaku oraz pojedynczego śladu orka. Wotańczyk znalazł lepszy trop, zaś dziennikarz "Marca Leon" po dłuższych oględzinach ze swoim pomocnikiem, elfem Stephenem Tailorem, odkrył, że niedaleko śladu Wirtza widać odciski ghula, który najprawdopodobniej śledził szamana. Kiedy BG mieli się zwijać, Kinnon wypatrzył jaskinię, a zbliżając się do niej, odkrył leże ghuli. Ryzykując wiele, Avalończyk zdołał przekonać "herszta" Jima oraz jego dziesięciu nieumarłych do pomocy przy szukaniu tropu Wirtza. W czasie trzeciej kwarty podróży, dżentelmeni zręcznie unikali - aż do udowodnienia swoich podejrzeń - prób zmylenia tropu i zejścia ze szlaku ze strony truposzy.  "Jim" opowiedział także o mieście nieumarłych - Fairtown - w tym także o tym, że rządzi nim strzyga.

W ramach trzeciego postoju, leprechaun ponownie wyruszył na zwiad, tym razem by upewnić się co jest w kolejnej jaskinii. Mumia kłóciła się z ghulem "Rupertem" o nieznane bliżej sprawy. Bohaterowie podziękowali "Jimowi" i jego grupie za współpracę i wyruszyli w stronę pieczary, by wyjśc na przeciw kolejnym martwiakom w celach pokojowych. Ci nie byli skorzy do rozmowy, a na słuch o "przyjaciołach Wirtza", ruszyli do ataku. Razem z "Jimem" i jego trupami.

Walkę na dwa fronty odparto, z użyciem licznych stalaktytów, korzeni, kaktusów, głazów, ruchomych piasków i paru surykatek wymiecionych płazem pałasza. Jedynie parocykl z samym Dachmannem udało się unieszkodliwić przeciwnikom, pominąwszy ogra i jednego niziołka z ekipy Cathala. Mimo że wszyscy Dżentelmeni zostali osłabieni po fali skarabeuszy [-1 do Kondycji], to po wygranym starciu wycisnęli od truposzy informację, iż szaman Wirtz został pojmamy do Fairtown na rozkaz strzygi w wotańskim uniformie.

---------------

Nie było co rozpisywać się. Sesja trwała prawie trzy godziny, rozegrano dwie konfrontacje. Nie wiem, czy przypadnie wam do gustu trochę zmieniony [skrócony] styl relacji. Zauważyłem, że wrzucanie przeze mnie zbyt wielu informacji - zwłaszcza z konfrontacji - w sposób mało uporządkowany raczej zniechęca do dalszego czytania. Jeśli macie jakieś uwagi: proszę, piszcie. :-)

Dlaczego "Wolsung Tactics"? To określenie wyszło z ust jednego z uczestników (bodaj Jacka) po rozmowie na temat trudności i specyfiki walk w Wolsungu. Parociuchcia Gry wskazał, że podręcznikowi przeciwnicy najczęściej są za słabi na naszych bohaterów, zaś dawanie silniejszych tylko przeciąga rozgrywkę o kolejne kilka rund. Już podczas pierwszej konfrontacji mi oraz Jackowi zostały tylko 3 żetony. MG rozpoczynał z jednym dodatkowym, i nawet to nie sprawiło, że bohaterowie mieli w drugiej konfrontacji naprawdę duże problemy. Z argumentów zapamiętałem, że z konfrontacji wychodzi taktyczna rozgrywka, a przy pięciu sojusznikach Cathala (i wsparciu Kontaktami u innych) z Wolsunga "rodzi się bitewniak". Cztery głowy i 13 kart do wyjęcia (z czego jedna odrzucana) to nie to samo co jedna głowa MG i 4 karty. A przy możliwościach naszych postaci, wystarczy brak pecha w kościach i kartach (u graczy), by prowadzący miał problem ze stawianiem oporu swoimi antagonistami, jeśli nie dominują zdecydowanie nad Dżentelmenami w swej sile...

Ilustracje:
1) desert stone II, fot. Ioran, http://www.flickr.com/photos/loran/403281155/ licencja CC BY-NC-ND 2.0

4 komentarze:

  1. Tym razem za krótki APek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. [b]@Anonimowy[/b]

    Wiele nie da się wyciągnąć z 3-godzinnej sesji, gdzie poza konfrontacjami niewiele się działo. Nie będę przecież opisywać, jak to niziołcza asystentka mojego BG, pani Alex Lid fotografuje każde ziarenko piasku na tym pustkowiu. ;)

    A wielu szczegółów konfrontacji (np.: zagranie kartą) po prostu się zapomina po chłodnym przypomnieniu sobie rozgrywki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku,nic z tego nie rozumiem(nie zrozum mnie źle,nie interesuję grami rpg,choć fantastyką już bardziej).Widać jednak,że się na tym znasz.Polecam też wszystkim oczywiście mój blog.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Defous

    Trudno rozumieć coś, z czymś nie miało się styczności. ;-) Niemniej staram się pisać tak, by tekst był możliwie zrozumiały pod względem samego przebiegu akcji (jak najmniej wyrażeń związanych z regułami gry).

    OdpowiedzUsuń