niedziela, 16 stycznia 2011

Wolsung na służbie #8 - Kłopoty w biały dzień

Dziewiąta sesja z cyklu została tym razem obarczona znacznymi brakami w ekipie Dżentelmenów. Jacek zapowiadał dużo wcześniej brak Arbolstena, Łukasz wycofał się permanentnie z sesji z własnych prywatnych powodów, zaś niespodziewanie Kuba ze swoim Szamanem nie stawił się. Czyli tylko dwójka graczy z mistrzem gry. Jedynie dwaj agenci RTKA mieli załatwiać sprawy w stolicy Alfheimu Zamorskiego... Godzinę przeznaczyliśmy więc na gruntowną pomoc w ogarnięciu postaci przez Bartka, przy okazji jedna cecha gadżetu tej postaci została zmieniona, jak i Osiągnięcia zostały przeobrażone. Przynajmniej teraz gracz nieco lepiej ogarniać będzie to, co mechanicznie postać może.

Kto na scenie? Mathias Bernhard von Werth (wotański Eksplorator/Badacz) oraz Jacques le Mond (akwitański elf Salonowiec/Oficer).

Początek sesji zaczął się od zbadania znaków na ubitych technokrakenach; okazało się, że należą do piratów ze Skullport, ponadto były zaprogramowane przeciwnie do pierwotnego oskryptowania (posłuszeństwa wielkiemu Technokrakenowi). Dwójka Dżentelmenów postanowiła jednak płynąć dalej do New Ness, szczególnie że "Windianin" nie dopłynąłby w całości do Skullport. Po drodze alkoholem ocucono Wirtza i Iwo Zabłockiego (uśpionych przez ten sam środek, który miał uśpić BG w poprzedniej sesji).

W New Ness postacie postanowiły spotkać się z Hansem Hänchenem, który oficjalnie był robotnikiem, jeno współpracującym z RTKA w Wanadii. W tym czasie nastąpiła eksplozja jakiegoś urzędu dzielnicy; po krótkim wywiadzie szybko okazało się, że sprawcą byli rewolucjoniści z LWH czyniący to z okazji remontowania Statuy Pokory... Poza cienkim segregatorem artykułów o kluczowych miejscach w Winlandii, ordnungiem skupienia obserwacji na źródłach z Miscatonic oraz New Ness, "Kurczaczek" podsunął pod nos bohaterów strony z wystawioną na licytację posiadłością Villa Marina, w centrum miasta. Postacie pojechały w tamtą stronę paromobilem. Po drodze zauważyły pewnego zakapturzonego człowieka, który palił fajkę wyprodukowaną w Lidze Wolnych Hrabstw. Po krótkiej dyskusji nad tym, czy stać pod tymże domem (do którego nieznajomy wszedł), ustalono konsensus w którym jakiś uliczny gazeciarz miał za opłatą pilnować domu i w razie czego powiadomić Dżentelmenów. Ten "gazeciarz" okazał się młodocianym przywódzcą "gangu", który chciał za darmo wysępić pieniądze w rozmowie. Szybko jednak został spłoszony argumentacją obu Dżentelmenów (m.in. możliwym poderzeniu o zamachy jego szajki na urzędy) zobligował się pomóc obu agentom RTKA. 

Tenże tajemniczy jegomość znów pojawiał się, dwukrotnie podrzucając identyczne fajki. Moja postać nie wytrzymała. Dosypała prochy, wetknęła lont do fajki, podpaliła i celnie raziła "ładunkiem" w nieznajomego. Tenże człowiek wezwał tłum i policję do ścigania dwójki BG. Rozpoczął się pościg po ulicach New Ness. Mimo "tajemnego turbodoładowania" w wotańskiej produkcji pojeździe oraz manewrów po małych uliczkach, policja nesska szybko postawiła barykady oraz dogoniła bohaterów. Mathias ostatecznie wypadł z rozpędzonego paromobilu [eliminacja z konfrontacji], zaś Jacques skrył się w mieszkaniu swojej dawnej kochanki, kolejno kryjąc się za fatałaszkami oraz zasłonami. Mimo że pojedynczy policjanci zostali zdezorientowani, a ekipa jednego radiowozu wymanewrowana jeszcze na ulicy, drugi z BG ostatecznie został pochwycony.

Dżentelmeni postanowili bronić się na słowa jeszcze złapani na "gorącym uczynku" (choć poza zaatakowaniem nieznajomego i przekroczeniem prędkości, żadnej przewiny na prawie niepopełnili). Pod zarzutem rzekomego "spiskowania przeciw Monarchii i uczestniczenia w zamachach" rozpoczęła się żarliwa dyskusja obronna BG, w świetle zbierającego się tłumu. Większość przeciętnych funkcjonariuszy zaabsorbowana została wybuchem kanalizacji, który uszkodził radiowóz. Adiutanta komisarza policji dało się przekonać na "kolejną paradę burmistrza". Potyczka na słowa, le Monda udającego aktora oraz prób przekonania fanatyka policyjnego sprawiły, że obaj Dżentelmeni postanowili poświęcić swoje życie za swój (i swoich ojczyzn) honor i wolność. Szybko zbiegli się reporterzy. Komisarz Arthur S. Clarke [naprawdę tak się nazywał] w końcu rzucił argument, że "musi kogoś pochwycić, bo w tym miesiącu osobiście nikogo nie wsadził do aresztu, zaś pensję mu wypłacają z tego". Nic z tego, a ostatecznie oficer policji skompromitował się (mimo że poświęcił sprawę swojego życia na koniec), a jedynie ślubowaniem wierności Wotanii i pomocy dla BG uratował siebie przed totalną życiową kompromitacją.

Na koniec Dżentelmeni z komisarzem policji oraz - napotkaną elfią dziewczynką oszukaną przez pewnego gremlina giełdowego (2 batoniki za naszyjnik mamusi) - postanowili zakupić willę Marina, mimo że została już zlicytowania przez niejakiego lorda Fouley'a. Sama licytacja zorganizowana została przez gremlinów Birka i Barka (winowajców wobec dziewczynki) Funkcjonariusz szybko wyszukał nieprawidłowości w przetargu, zaś wszyscy spotkali w budynku wspomnianego arystokratę i dwa gremliny. Ci (na Finał) nie okazali się zbyt trudnymi przeciwnikami dyskusyjnymi. Lord Fouley szybko przekonał się, że BG posiadają odpowiednie fundusze, zaś gremliny mimo otumanienia Wotańczyka starymi monetami, jednak nie mogły ulec "urokowi" elfiej dzieciny (ot, rzut monetą w jednego z nich tak, by na siebie naskoczyli), a ostatecznie Jacques przemówił do rozsądku oponentom. Postadłość Villa Marina należała do postaci graczy jako przyszła miejscówka RTKA, a dziewczynka odzyskała swój naszyjnik.

Mimo tylko trójki uczestników, udało się rozegrać 4 konfrontacje (1 pościg, 3 dyskusje) w ok. 3,5 h gry. Zarówno ja, jak i Bartek, dostaliśmy łącznie 6 PD. Postacie po raz pierwszy w tym cyklu sesji były narażone na ostateczną przegraną (Va Banque), mimo to wybroniły się. Dzięki temu zyskałem dla swojego BG osiągnięcie nadzwyczajne dające +5 do konfrontacji społecznych z policjantami (lub osobami spełniajacymi w danym miejscu podobną funkcję), na okres całej sceny, raz na sesję w aktywacji.

Obawiałem się, że wraz z drugim graczem nie podołamy w odgrywaniu (najsłabiej odgrywamy z innych graczy), ale udźwignęliśmy, a nawet wnieśliśmy coś do sesji. Gdyby nie moje działanie (rzucenie ładunku prochowego w nieznanego człowieka), pewnie sesja zakończyłaby się na scenie w giełdzie i potencjalnych kolejnych konfrontacjach. Brak walk nie przeszkodził zbytnio. Podołałem także odgrywaniem dziewczynki w Finale (jako sojusznika), podobnie jak Bartek odgrywaniem Clarke'a. Od dzisiaj wiem, że granie z drugim Graczem (pomijając MG) w Wolsunga jest najmniej komfortowe, bowiem wtedy czuję, że za dużo na mnie opiera się w akcji sesji (przy sesjach solowych sam scenariusz byłby inaczej rozpisany, a tutaj w praktyce mieliśmy lekko zmodyfikowany scenariusz pod 3-4 osoby)... Ale sesja się udała w odczuciu wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz