środa, 3 sierpnia 2011

Eksploracja Północy w Greyhawk #3 - D&D 3.0

Zlot Poltergeista to nie tylko rozegrane jednostrzałówki RPG czy partyjki w planszówkach czy karciankach, ale także zaległe sesje "do odrobienia". W międzyczasie reszta drużyny [tj.: zamknięta w pomieszczeniu z Potworem Hazardu] rozegrała trzy sesje. We wtorek przyszło mi z innymi graczem - kontrolującym postać będącą w tym samym pomieszczeniu co mój BG - rozegrać sesję RPG dla wyrównania stanu przygody. Szczególnie, kiedy najprawdopodobniej w sobotę całe grono graczy spotka się w jednej rozgrywce...

Dzisiejszy raport z sesji będzie krótki. Lanie wody ma swoje granice (nawet jako opowiadanie), a trudno uwierzyć, że kminienie nad jedną rzeczą zajęło nam ponad dwie godziny.


Bohaterowie Graczy:
Argider Luken Eneko: ludzki Łotrzyk 2/Wojownik 1
Robur, półelfi Druid 3

***

Ledwie Spiczastouchy wyjrzał za drzwi, a tam owady znów brzęczały. Zostało nam tkwić w tym okazałym marmurowym pomieszczeniu. Zastanawiałem się po cóż członkowie mojej drużyny narysowali pentagram koło łoża z baldachimem; Robur przystąpił jego próg bez problemów. Dowiedziawszy się o istnieniu innego pomieszczenia tuż obok naszego - drzwi na korytarzu obok wymagały jakiegoś "klucza" - kminiłem, jak wydostać się z opresji. Wymiana pomysłów z Roburem dała tyle, że przywiązaliśmy pociętą pościel z łoża od jego ramy do klamki na drzwiach.

Coś dużego waliło po podłodze i szurało jakimś ostrzem po ścianach. Wtedy dowiedziałem się o tym, że po tych lochach grasuje minotaur. Tym bardziej zalękliśmy się, gdy dostrzegliśmy zza prześwitu drzwi oświetlenie oraz cień jakiegoś stworzenia z rozłożonymi skrzydłami. Dopiero po jakimś czasie Robur odważył się. Nie wiem co dostrzegł, ale szybko zamknął drzwi, a chwilę później "coś" do nas przemawiało. Półelf machał swoim kijem w kierunku głosu, a gdy nieznajomy ujawnił się, druid "zabił" kruczego chowańca. Dlaczego w apostrofie? Ten kruk był już martwy, tylko mag nie mógł się z tym pogodzić... (...) Rozwścieczony mag w kościstym pancerzu rzucił ogniem wokół całego pomieszczenia. W ostatniej chwili umknąłem tuż za jego plecy. Poczułem tylko gorące powietrze, a wszelkie szmaty w pokoju spaliły się, częśc mebli osmaliło się.

Robur nie przeżył efektów tej magii. Spalił się na węgiel, a z jego dobytku ostały się tylko spalone szczątki plecaka oraz trzydzieści sześć tabliczek, jakie znalazł w tym pokoju i które uprzednio zidentyfukowałem jako zaszyfrowane litery jakiegoś alfabetu. W oczekiwaniu na *cokolwiek* dostrzegłem, jak mag zaszył i "naprawił" swoją pacynkę, a później z diamentem w ręku usiadł na łożu i zamyślił się nad truchłem Robura. Po jakimś czasie półelf ożył! Z dotkliwych ran zostało tylko osmalone ciało. Nie wiem, dlaczego łowczy nagle zaczął nazywać maga Therona "swoim panem", a przyjmować na siebie miano "sługi".

Zidentyfikowane wcześniej przeze mnie tabliczki - te, które Robur wcześniej znalazł w tym pomieszczeniu - po rzuceniu na pentagram dały jakieś wyrazy tworzące zagadkę. Aż dziw, że tylko ja potrafiłem odczytać te litery... (...) Zastanawialiśmy się nad rozwiązaniem na tyle długo, iż potrzebowaliśmy kolejnego odczytania całosci za sprawą magii Therona. W końcu Robur wypowiedział odpowiednie hasło. Niepokojąco prosta odpowiedź... (...) Marmur pod pentagramem obniżał się, aż utworzył schody prowadzące do jakiegoś pomieszczenia na dole.

***

Zagadka zajęła nam zbyt dużo czasu, mimo że bazowała na prostym chwycie językowo-logicznym z wykorzystaniem graficznej interpretacji. Oczywistym jest to, że odpowiedzi ani samej zagadki nie podam. Podobno jest jedną z bardziej znanych zagadek, na którą wiele osób wciąż nie udzieliło odpowiedzi (mimo to, część osób odgadłaby ją bardzo szybko). 

Dobrze, że przynajmniej po mojej przerwie kampania jest kontynuowana. W następnej sesji okaże się, czy rozgrywka potrwa jeszcze dłużej. Nie wiem, czy ta dwójka BG choćby zbliżyła się do napotkania na resztę drużyny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz