środa, 6 lutego 2013

Grand Theft Altdorf #1 - Dobre epickiego początki

"Jeśli chcesz w coś pograć, a nie możesz znaleźć odpowiedniej grupy - poprowadź sam". Od paru tygodni siedzę na TeamSpeaku w grupie Gry Fabularnie Online, postanowiłem poprowadzić to, do czego mentalnie szykowałem się przez ponad miesiąc - WFRP 1st, na wzór rozgrywki sprzed trzynastu miesięcy (1, 2). Coś pomiędzy stwierdzeniami "Grand Theft Altdorf" a "Urban Survival Sandbox". Czyli próba rozegrania kilku sesji niemal zgodnie z założeniami oraz mechaniką Warhammera Fantasy Role Play 1st. "Niemal" - czyściukie zasady plus parę łatek. Nawet jeśli jest to zaledwie ~95% zgodność z oryginałem, to i tak zdecydowanie wyższa niż w 90-95% polskich grupach grających w Pierwszą Edycję.

"Kampania" jest miejskim sandboxem (nie mylić z oldskulową piaskownicą po mapie), w której główną rolę wiodą działania bohaterów graczy, uzupełniane przez reakcje świata oraz losowe wydarzenia. Mogę to po części nazwać "retrogamingiem", ponieważ gierka pochodzi tylko z 1986 roku, biorę pod uwagę jedynie podręcznik główny oraz wybrane tabele z Galerii Bohaterów. Zero późniejszch artykułów i almanachów na temat WFRP 1st.

Sesja rozgrywana via TS3 i Roll 20, 31 stycznia 2013 roku. Epicka podróż po kulawej mechanice Warhammera.

Poszukiwacze Przygód:
- Bengt Kahler, były Poganiacz Mułów ze wsi Herzhald pod Bögenhafen, ma 25 lat i znany jest z tego, że ma bicz.
- Boris Jünger, były Robotnik z Blutroch, ma 20 wiosen, jego marzeniem jest zostać wybitnym łucznikiem, mimo US 27.
 - Ginewra, była (?) Banitka ze Starej Wsi zwanej Altdorfem, ma 22 lata i jako jedyna z ekipy ma obu żyjących rodziców.

Wszystkie postacie wylosowane w oparciu o zasady WFRP 1st plus dodatki (włosy, oczy, cechy charakterystyczne, pochodzenie i rodzina, opcjonalnie imię do wylosowania) z Galerii Bohaterów. Dostępni byli tylko ludzie, aby zachować na początku klarowny balans Cech w przedziale 22-40. Co z tego, że elf miałby tylko 1-2 PP, skoro miałby cały arsenał możliwości aby ich nie utracić zbyt szybko? Przynajmniej moim zdaniem wyszły całkiem grywalne postacie, jednakże poza Ginewrą każda z pozostałych ma jakieś poważne "ale" co do możliwości bojowych. Boris ma kiepskie WW i US na poziomie 27 oba (klasę wojownika wylosował "za karę", bo nie spełniał wymagań jakiejkolwiek), Bengt ma S 3, Wt 2 i brak sensownej ochrony poza skórzaną kurtką. Za to okazało się, że Boris umie tańczyć i śpiewać (a jego ojciec też miał na imię Boris, stąd przydomek postaci), Bengt ma Szczęście.

Akcja toczy się w Grünburgu, prowincjonalnym mieście (~2,4 tys. mieszk.) nad rzeką Teufel, znane tylko z tego że ma całkiem rozbudowane targowisko (jest na szlaku z Altdorfu do Nuln), buduje się tam sporo łodzi i mniejszych statków. Wybrałem to miasto głównie ze względu na pożądaną populację (przedział 1-10 tys. mieszk), możliwość dość dogodnej przeprowadzki do lepszych miejsc takich jak Altdorf, Nuln czy choćby Kemperbad. Poza tym, skoro miasto znane z bardzo ożywionej wymiany towarów, to da się tam opchnąć niemal wszystko, może oprócz magicznych artefaktów. W prepie ustawiłem, że niedawno przez miasto przeszła epidemia ospy wietrznej, pojawiła się nisza dla obiboków jak poszukiwacze przygód.

Przed sesją, każdego gracza poprosiłem o napisanie dwóch wydarzeń z grubsza pasujących do miasta, które później będą losowane na sesji (rzut k6 co dobę, "1" oznacza wydarzenie).  

Przebieg akcji

16 maja 2503 KI, poniedziałek, temperatura umiarkowana, jakieś chmury na niebie i słaby wiaterek, dziewiąta rano. Zawiązanie drużyny wyglądało tak, że w momencie kiedy "przypadkiem" trójka zbiegła się przed zajazdem "Czarny Niedźwiedź", odszukał ich pewien podżegacz z Izby Rajców Niebieskich i zaproponował im robotę jaką było rozwieszenie plakatów po mieście. Bohaterowie zgodzili się w, a ponieważ suma nie licha (jedna złota korona za rozwieszenie 8k10 plakatów na dzień, za robotę właściwie na kilkadziesiąt minut, wliczając ogólny czas szwędzania się po mieście), to bez ceregieli się tym zajęli i skończyli przed południem. Po drodze udało im się nie napotkać na "kłopoty" (brak jedynki na k6).

Bohaterowie wrócili do "Czarnego Niedźwiedzia" i wypytali się o różne plotki. Za to Boris próbował popisać swoim śpiewem, lecz wyszło mu tak fatalnie, że karczmarz go wygonił (krytyczny pech w teście Improwizacji). W "Łusce Smoka" (większym lokalu, z dużą stajnią z mozliwością wypożyczenia koni na jeden dzień) wyszło mu lepiej. Wartka akcja zawiązała się, kiedy wpierw stajenny zauważył Ginewrę w środku stajni, a potem jej nie udał się blef z "rozglądaniem się za własnym koniem". Ten test również nie udał się. W międzyczasie, Bengt poszedł wypytywać się o plotki, w karczmie. Test plotkowania jako pech krytyczny, wylosowałem więc wydarzenie pod tytułem "powódź w mieście". Zinterpretowałem tę "karteczkę" jako pojedynczą dużą falę powodziową (dwumetrową, rzut k3+1), która dosięgnęła 37% miasta, z szansą 37% na podtopienie każdego ważnego miejsca w mieśce (z rzutów wyszło, że dosięgnęła głównie "Łuskę Smoka").

Zanim jednak fala uderzeniowa uderzyła w tę karczmę, wylosowałem, że zamieszanie banitki ze stajennym zauważył zaledwie jeden z ochroniarzy. Zaczęła się bardzo krótka bitka, polegająca na tym, że Boris toporem skrócił ochroniarza o ramię, a Ginewra idealnie trafiła strzałą w tętnicę udową uciekającego stajennego. Bohaterowie dorwali dwa konie, ponieważ Ginewra i Bengt mają Opiekę nad zwierzętami, nie sprawiło to im większego problemu. I tak wszyscy BNi uciekali, chowali się albo cokolwiek, przed nadchodzącą falą wody.

A propos tej fali wody. Kiedy uderzyła w drużynę, zarządziłem test ryzyka. Boris dał radę, Ginewra i Bengt niekoniecznie (może przygnieceni przez własne konie?). 

Podmyte przez wodę miasto było okazją, aby korzystnie sprzedać cały zebrany loot po dwóch adwersarzach. Testy targowania powiodły się, czyli nie dość że (dzięki chwilowemu zapotrzebowaniu na dobra pierwszej potrzeby, z powodu katastrofy naturalnej) opylili wszelkie ubrania, uzbrojenie i tobołki za 100% ceny rynkowej, to jeszcze dołożyli do tego 10% ich wartości. 

Gdzieś po drodze, postanowili znaleźć jakiegoś typa do ogłuszenia i złupienia. Pierwsze losowanie zakończyłem na "elfie, wojowniku, strażniku miejskim"; gracze postanowili poczekać dalsze 2k6 razy 10 minut. Ostatecznie złupili biednego hipnotyzera.

Dzień skończył się tym, że bohaterowie poszli spać wczesnym wieczorem w "Czarnym Niedźwiedziu" (niepodmytym przez falę), wcześniej Boris zdołał jednak przekonać karczmarza do swojego talentu tanecznego (nie oszukujmy się, 1 zk w teście przekupstwa za bierność), potem zarobił jeszcze na tym pięć koron (rzut 1k4+1). 

We wtorek, Boris najął się jako stolarz w jakimś większym zakładzie produkującym wozy, furmanki i powozy, przy okazji sprawdzając okolicę oraz warunki pracy. Z 2k6 "eksplodującego" wylosowałem aż 26 robotników za dnia, ale z 1k6 "eksplodującego" zaledwie czterech. Na tym jego aktywność na sesji skończyła się, gdyż oprócz roznoszenia plakatów, Ginewra oraz Bengt zaproponowali że wspomogą bojówki Izby Rajców Niebieskich celem polowania na podżegaczy od Czerwonych, czyli korona za czerwony emblemat.

Bohaterowie przez cztery godziny szukali "szalikowców" (rzut k6, przedział 1-2 na znalezienie k6 podżegaczy), aż znależli dwójkę "czerwonych". Ta walka nie poszła bohaterom tak fortunnie jak dwie poprzednie. Kiedy w końcu dogonili tych pałkarzy, poganiaczowi mułów zdarzyło się zarobić krytyka pod tytułem "-1/-10 z ran aż do interwencji medycznej". W końcu jednak moc dwóch ataków na turę Ginewry sprawiła, że dwójka podżegaczy straciła żywot. Na tym "cliffhangerze" zakończyłem sesję.

Gdzieś we wtorek 17 maja 2503 KI, godzina 12:00, pogoda zmieniła się na "listopadową" (tj.: średnia temperatura jak w listopadzie, bo "ktoś pomylił miesiące" wedle generatora pogody).

Wnioski i wrażenia

Graczom bardzo podobała się ta sesja. Moja startowa zahaczka z podżegaczem od Izby Rajców Niebieskich udała się, a i później wylosowane wydarzenie wprowadziło sporo do rozgrywki. Gracze chcieli dokładkę dzień później (1 luty). Do rozgrywki miał dołączyć czwarty gracz, ale zdarzyło mu sie zapomnieć o sesji. Grunt, że pojawił się następnego dnia, na drugiej sesji.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to ilość walk na sesji. Moje domyslne oczekiwania od rozgrywki wyglądały tak, że walki będą "zdarzać się" (albo wylosowane kłopoty, albo pojedyncze inicjatywy graczy), nie częściej niż jedna na dwie sesje. A były de facto trzy (licząc ogłuszenie hipnotyzera). Nie mam nic przeciwko tego typu decyzjom graczy, uważam że warto robić rozpierduchę, jeśli robi się to mądrze (dobrze przygotowanym, w jakimś racjonalnym celu jak choćby sowity zarobek). Ostatnia walka nie była szczególnie mądrym posunięciem, kiedy walczyła tylko dwójka BG (z czego jeden nadal z Wt 2, zaledwie zdobył czepiec skórzany na ochroniarzu), a i tak mieli farta w losowaniu liczby podżegaczy. Przypuszczam, że czwórka "emblematów" spokojnie sklepałaby im tyłki. 

To jeszcze jest moment, gdzie graczom udaje się unikać dalekich konsekwencji ich czynów (hipnotyzer nie wie co się stało, podżegaczy zatłukli w ciemnej uliczce, wylosowałem że nikt inny nie zwrócił uwagi na walkę pod "Łuską Smoka" z powodu zamieszania). Więcej o ich ciągocie do walk napiszę w następnym AP-ku.

Ne powinienem zapominać o Przewadze w walce. Do zanotowania i wyrycia w pamięci.

Drugie, co mnie zaskoczyło, to brak przewidywanego przeze mnie etapu "jesteśmy biedni, mamy problem z pieniędzmi". Problemu z pieniędzmi nie ma, graczom spokojnie wystarczy na cosesyjne Żużycie Wyposażenia (2k6 zk) na dwie sesje w przód, jeśli nie wydadzą dosłownie wszystkich kosztowności na następnej sesji. Czyli oscylują na poziomie 20-40 zk w sakwie. To głównie zasługa graczy, niemniej zaledwie weszli na ten rząd wielkości, gdzie bohaterów graczy stać na zakupienie pojedynczej kolczugi (tj. - jeszcze ich nie stać, ale to kwestia zaoszczędzenia pieniędzy, a nie farta w zarobku, jeśli tak dalej będą grać). Ustawili się dzięki akcji w "Łusce Smoka", teraz od nich zależy, co z dostatkiem zrobią.

To, że serwery Roll20 wywaliły w środku walki z podżegaczami (rzuty wykonywaliśmy na Kostnicy.eu) uświadomiło mi, jak karkołomne bywa nie korzystanie z virtual tabletop w grze online. Nawet jeśli wykorzystuję zaledwie fragment podstaw Roll20, to i tak różnica jest znaczna. Za to domyślne karty postaci od "firmy" w tym przeglądarkowym oprogramowaniu ledwo spełniają swe funkcje - o ile te liczne Cechy jakoś wpisałem w Attributes (gdzie pierwsze okienko to początkowa wartośc, w drugim okienku wpisywałem coś w rodzaju "(+10)/35"), to niemal wszystko inne (profesja, umiejętności, ekwipunek, pochodzenie i wiek, etc.) poszło w notatkach na temat postaci. Przy WFRP 1st jeszcze to ujdzie, niemniej już widzę że gracze jakoś mają problem z ogarnięciem zmian w Obciążeniu, jestem zmuszony między sesjami poprawiać im karty postaci.

Trochę mało pedeków postacie zarabiają na dobrej zabawie. Myślę, że gracze rozkręcą się po paru sesjach w tym aspekcie.

Reguły dostępności przedmiotów i towarów stworzyły ciekawą sytuację. W tym tygodniu zabrakło strzał, zwykłych łuków, ale krótkie łuki już są dostępne (Boris zaopatrzył się w jeden i teraz chodzi z łukiem bez strzał).

Experience Points

Tyle, ile pedeków zarobiły postacie. Zgodnie z łatkami, przyjąłem zasadę: 50 PD za przeżycie, 50 PD za brak straty Żywotności w trakcie sesji, do 100 PD za dobrą zabawę (10 PD - darmowa okazja, 1 PD per wydany 1 zk na ten cel), ponadto 5 PD za każdy stracony punkt Żywotności przez przeciwników lub postacie graczy (liczą się w to trafienia krytyczne jesli petent ma 0 Żyw), dzielone po równo pośród wszystkich członków drużyny.

Moje przewidywania były takie, że postacie będą zarabiać przynajmniej 100 PD na sesję, gdzie 150 PD nie będzie czymś nadzwyczajnym. W zasadzie efekt "rozbicia banku" następowałby dopiero gdzieś powyżej 200 PD.

Największym szczęściarzem okazał sie Boris, który nie dość że nie stracił ani jednego punktu Żywotności, to skorzystał na sporej puli obrażeń zebranych przez obie strony świata przedstawionego (w tym epickie 17 obrażeń - odejmując Wt przeciwnika - w ostatnim ciosie Ginewry).

Boris: +216 PD
Bengt: +166 PD
Ginewra: +166 PD

Fanatyków oszczędzania na pedekach uspokoję, że na następnej sesji tak dużych pul nie było. ;-) No, ktoś znowu miał farta i zdobył 150+ PD. Ponieważ profesja Robotnika daje zaledwie dwa możliwe rozwinięcia, Boris przeszedł już na Łowcę Nagród celem jak najszybszego dostania się na profesję Strzelca.

photo credit: Bamberg Stadt (8) via Flickr via cc by 2.0

10 komentarzy:

  1. I nikt nie szuka zabójców pracowników karczmy? Aż dziwne, że jeszcze w okolicy nie zaroiło się od strażników miejskich, nawet pomimo fali powodziowej nawiedzającej miasto.

    A trudno dziwić się, że postacie mają mnóstwo kasy, jeśli za tańczenie dostają kilka złotych koron - polecam sprawdzić w podręczniku, jak kształtują się dzienne stawki dla różnych zawodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do konsekwencji walki koło karczmy, to rzucałem na to, czy ktoś jednak rozpozna że to właśnie BG za tym stoją. Int 30, test Inteligencji (w sumie, byłoby Inicjatywy, gdyby nie to, że chodzi tu o kojarzenie faktów). Niezdany przez "świat" (i to grubo niezdany), więc uznałem, że "świat" skojarzy fakt, iż trochę zaroiło się od gangów po tym, jak epidemia lekko zdestabilizowała poszczególne dzielnice miasta.

      Co do zarobków, patrz testy Improwizacji (umiejętność) w podręczniku głównym WFRP 1st. Jak byk stoi, że przy udanym teście postać zarabia 1k4+1 zk przez godzinę. Miej o to pretensje do twórców Warhammera, rok temu też mnie to zdziwiło, że przy odrobinie szczęścia można na tym zarobić naprawdę sporo koron. Zresztą, z perspektywy tych trzech rozegranych sesji, zastosowanie umiejętności typu improwizacja artystyczna nie odegrało kluczowej roli w przygodzie.

      Na podstawie startowego złota (3k6 zk) plus możliwości zarobku (np.: 1k4+1 zk przy udanym teście improwizacji co godzinę, 1k10+1 przy udanym teście doliniarstwa przez cały dzień, generatory tego, co mają w sakwach mieszczanie) wnioskuję, że 15-25 zk w sakwie nie jest czymś nadzwyczajnym w WFRP 1st. W zasadzie to dopiero 50+ zk po pierwszej sesji zaczęło by być czymś rzeczywiście dziwnym.

      Usuń
  2. Nie chodzi o to, żeby zaraz postacie ciupasem powędrowały za kratki, ale ktoś (pracodawca?) powinien jednak zawiadomić władze, a tu cisza głucha. Handlowanie kradzionymi sprzętami też jest ryzykowne (konie pewnie były napiętnowane, reszta ukradzionych dóbr już pewnie nie miała znaków szczególnych).

    A przy takich płacach (1 korona za rozlepianie plakatów, średnio między 2k4+2 a 3k4+3 przy przeciętnych testach za kilka godzin tańczenia w karczmie) aż dziw, że komukolwiek chce się zostawać poszukiwaczem przygód, łowcą nagród czy wykonywać inne tego typu niebezpieczne zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej, wykonałem rzut (Oracle Dice?) i wyszło, że pracodawca skapnął się, że jednak kto inny stoi za tą burdą. Szczególnie, że wtedy BG jeszcze nie byli znani w mieście (pierwszy dzień w grze, jako "background" nie więcej niż 1k4-1 dni wcześniej). Końmi nie handlowali, mają je przy sobie.

      Tzn, testy improwizacji są obarczone ryzykiem, gdyż krytyczny pech (30 lub więcej) to kłopoty typu "przegnanie/areszt za włóczęgostwo", "burda w miejscu zdarzenia". Nie wspominając już o doliniarstwie, gdzie przy naprawdę dużym krytyku (40 i wyżej) zostają tylko trzy opcje - areszt, walka ze strażnikami miejskimi, uciekanie przed straznikami miejskimi w trybie natychmiastowym. Co do rozlepiania plakatów, to w sumei taki "easter egg" będący zahaczką do zakotwiczenia postaci w mieście na te kilka sesji, obarczony ryzykiem zawodowwym (rzut k6 co 10 minut, 1 oznacza "miejskie kłopoty") i trwający ograniczoną liczbę dni.

      Poza tym, stawki za zlecenia, "questy", mogą być wyższe i wynosić co najmniej 10 zk. W końcu poszukiwacze przygód ryzykują swoim życiem/PP-kiem. To kwestia tego, czy usilnie brniemy w Polhammer i podtrzymujemy mit "złota korona to bycie milionerem", taki modny w Polsce.

      Usuń
  3. Lubię jak dyskutujesz sam ze sobą, to takie porywające.

    OdpowiedzUsuń
  4. W latach 90tych grałem z kolegami w RPG w stylu "Jesienna Gawęda", były to najlepsze sesje w moim życiu. Te emocje, te przygody, ten klimat... nic tego nie zastąpi!
    Zawsze myślałem że "gawęda" to tylko styl, że jeżeli ktoś tak lubi grać to nikt mu niezabrania. Myliłem się. Ostatnio chciałem zagrać z kolegami młodszego brata kolegi, miałem prowadzić. Zaproponowałem młodym że poprowadzę tak jak zawsze, czyli jesiennogawędziarsko, myślałem że albo zrezygnują, albo spróbują czegoś nowego... co się okazało? Zostałem powyzywany od pedałów i komunistów, a mój styl został nazwany "erpegie dla ciot". Moi gracze powołali się na Ciebie, jako na autorytet, czytują Twoje wypowiedzi, w których obrażasz każdy sposóbgrania, który nie jest Twoim własnym.
    Pytam się Michał: dlaczego? Dlaczego przeszkadza Ci to że nie każdy lubi maksować kombosy i że niektórzy po prostu lubią dobrą, mroczną, historę? : |

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo troll, albo zmień graczy.

      Usuń
    2. Nie gram już z nimi.
      Po prostu chciałbym nie być oczerniany za to jak gram, nie interesuje mnie to czy komuś taka gra odpowiada czy nie.

      Usuń
    3. Jesteś ciotą i pedałem, bo Laveris tak mówi.

      Usuń
  5. O,teraz skasował i sarkastyczny komentarz i ten wytykające niezauważenie sarkazmu ROTFL =D

    OdpowiedzUsuń